Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Tusk, Miller, Moczar

Ukazał się nowy tygodnik opinii „Uważam Rze", a w nim ciekawy artykuł Piotra Semki „W butach Kwaśniewskiego". Semka porównuje w nim twórcę polskiego postkomunizmu z ... Donaldem Tuskiem i pisze: „Między premierem i byłym prezydentem jest dużo podobieństw. Ba, coraz więcej." Tę analizę koniecznie trzeba przeczytać, bo wynika z niej wiele ciekawych wniosków, ale byłaby ona jeszcze bardziej twórcza, gdyby karierę i metody Tuska zestawić z innym faworytem Sowietów - Leszkiem Millerem.

Kwaśniewski różni się od Tuska tym samym, co od Millera - „Olek" nie jest chamem. Jest mściwy, potrafi pobrudzić sobie ręce, otaczał się moczarowcami, ale jego styl jest bliższy postawie Geremka niż Moczara. Za to Tusk i Miller, choć dzieli ich dziesięć lat wieku, są osobowościami psychologicznie prawie bliźniaczymi.

Jeszcze jeden pośredni, ale może najważniejszy dowód  tych różnic. Nikt tak nie nienawidzi Kaczyńskich, jak dwa lustrzane odbicia:  Miller i Tusk. Gdy jeden stężały od pogardy i wrogości, mówi: „Pan jest zerem", a drugi chwali się: „Chciałem zabić", to razem stanowią polityczne alter ego.

O Millerze płk. Z., zaufany człowiek Kiszczaka, odezwał się kiedyś tak:  „Leszek? On u nas piwo nosił". Tusk może piwa nie nosił, ale w czasach, gdy był tylko „macherem z zaplecza" znał się na „kręceniu lodów" i wynajdywaniu „konfitur". Jeżeli Miller jest słusznie nazywany „zaufanym człowiekiem KGB", to Tusk zasługuje na tytuł „zaufanego człowieka WSI".

Tusk, z racji pokoleniowych, nie mógł być moczarowcem w sensie organizacyjnym, ale jest nim mentalnie. Jest to podobieństwo synowskie, a więc niepełne, bo swoją rolę odegrały różne matkujące im obydwu służby specjalne. Moczar był człowiekiem sowieckim czystej (czyli bardzo brudnej) wody. Tusk ssał  służby już w zupełnie innych czasach - nie w katowniach NKWD, a na salonach Hotelu Marriott.

Obaj, żeby przedstawić PiS i Kaczyńskiego jako wcielenie zbrodniczości, stosują te same metody propagandowe - Miller: "To jak podpalenie Reichstagu przez nazistów", Tusk: „pochodnie maszerujących po Krakowskim Przedmieściu /.../ mogą /.../ coś podpalić". Obaj przy tym korzystają z poparcia udzielanego im przez środowisko o niejasnej tożsamości narodowej, które posługuje się etnicznym rodowodem dla własnych celów politycznych. Ci, co określają tę grupę jako Polaków pochodzenia żydowskiego, głęboko się mylą znieważając takich wybitnych patriotów, jak Hemar, Aszkenazy, Perl, Wittlin. To przecież nie kto inny, a Urban, stwierdził kiedyś w przypływie nienawiści do siebie, że jego żydostwo wisi mu między nogami, a jego uczeń Michnik ma nie lepsze samopoczucie w tym względzie.

W swoim artykule Semka słusznie zauważa, że: „antykomunizm nigdy nie był mocną nutą w retoryce Tuska", ale grubo się pomylił, pisząc, że w trakcie „Nocnej zmiany" Tusk był „przerażony politycznym cynizmem uczestników zmowy". Tak nie było, bo spośród spiskowców mających najbardziej niegodne uwikłania, należał do najaktywniejszych i najlepiej poinformowanych: „Jak SLD nie skrewi, to (Pawlak) przejdzie. /.../ Panowie, policzmy głosy - KPN, SLD, mała koalicja. /.../ Według mojej wiedzy i wszystkich chyba tu obecnych SLD nie wstrzyma się, tylko będzie głosować za odwołaniem."

To nie był przypadek. Pamiętam, jak w trakcie narady KLD w sejmie w grudniu 1991 r. rozważano możliwość utrzymania się Jana Krzysztofa Bieleckiego na stanowisku premiera. Andrzej Machalski, ówcześnie senator KLD, wygłosił przemówienie, w którym namawiał do zawarcia sojuszu z SdRP, którego sekretarzem generalnym był Miller. Tusk skomentował jego wystąpienie uwagami, że faktycznie program gospodarczy SdRP jest najbardziej zbliżony do programu KLD. Powiedziałem wtedy, że jeżeli ktoś na tej sali jeszcze raz zaproponuje koalicję z SdRP, to dam mu w gębę. Do zawarcia koalicji nie doszło, ale kontakty trwały i „Nocna zmiana" była jednym z ich następstw.

Ci ludzie są bliscy sobie jak duchowi bliźniacy. Obaj cyniczni, brutalni, nieokrzesani, niosą w głębi duszy ukryte pragnienie zemsty i sa chętni do zawarcia kontraktu z każdym przedstawicielem  Lucyfera, który da im władzę. Rzecz w tym, że w tym tandemie reguły gry dyktuje dzisiaj bliźniak Miller.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.