Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Kair - Warszawa, wspólna sprawa?

Wydaje się, że reżim nad Nilem już nie zdoła się uratować za pomocą operacji  podobnej do polskiego 13 grudnia 1981. Jest jednak prawie pewne, że w Egipcie zastosowany zostanie manewr, który ZSRS i USA przeprowadziły nad Wisłą w 1989 r.

Obserwując walki w Egipcie nie można nie sympatyzować z antyreżimowymi powstańcami broniącymi się na Placu Wolności. Naturalną reakcją Polaka jest życzenie powstańcom jak najszybszego zwycięstwa. Wyjątkowa zgodna jest w tym wypadku również reakcja większości rządów i światowej opinii publicznej. Wynik powstania zdaje się więc być przesądzony. Czy jednak oznacza to, że Egipcjanie zaczną cieszyć się demokracją i pokojem? Może być całkiem przeciwnie.

Polskie szanse na wolność w 1989 r. wynikały z rozpadania się imperium sowieckiego. Ale mimo tego rozpadu, ten sam świat, który dzisiaj domaga się reform w Egipcie, po wyborach 4 czerwca 1989 r. tak bardzo przestraszył się żądaniu przez Polaków niepodległości, że użył wszystkich sił, by prezydentem uczynić tego samego sowieckiego pachołka, którego niedawno potępiał za mord na Solidarności. Nagle okazało się, że Polacy nie są bohaterami walki o wolność, a zacofanymi nacjonalistami, których szowinizm i ksenofobia może stać się niebezpieczna dla „pokoju światowego". Znaleźli się też Polacy, którzy szkodzili Polsce blokując zmiany pod pretekstem ratowania „szans na demokratyzację Związku Radzieckiego". Rząd, który w 1992 r. chciał odzyskać państwową suwerenność i dać Polakom demokrację, został rozbity, bo naruszył interesy posowieckiej agentury i wspierającej ją postsolidarnościowo-postkomunistycznej koalicji.

Zgodna współpraca Wschodu z Zachodem zapewniła gładkie przeprowadzenie „transformacji ustrojowej", w wyniku której Polaków obrabowano z majątku narodowego i skazano na rolę tubylców w półkolonialnym kraju. Dominujące media dbają o to, żeby tubylcy bawili się kolorowymi koralikami i trwali w przekonaniu, że marzenia o Polsce wolnej i dumnej są objawem wstecznictwa i ciemnoty.

Czy polskie aspiracje wolnościowe rzeczywiście zagrażały pokojowi światowemu? Czy polska rezygnacja z wolności doprowadziła do powstania demokracji w Rosji? Czy zgoda na rabunek majątku narodowego i ochrona agentury zapewniły Polsce dobrobyt i praworządność? Strasznie jest to mówić, ale Polacy w r. 1989 i później, dobrowolnie, rzeczywiście jak stado baranów, z niepojętą i niegodną łatwością poddawali się międzynarodowej i wewnętrznej manipulacji.

Smucąc się stanem Polski, którą nasz Tuskarak w ciągu trzech lat doprowadził  do takiego rozprzężenia, na jakie Mubarak potrzebował lat trzydziestu, trzeba obawiać się, że zwycięstwo wolności w Egipcie może na nas sprowadzić nowe,  jeszcze bardziej niebezpieczne, konsekwencje.

Wolność dla Egipcjan może oznaczać zmianę reżimu z dyktatury antyreligijnych generałów na zdominowany przez nastroje islamistyczne chaos. Bractwo Muzułmańskie to nie Solidarność i egipscy Wałęsowie, Mazowieccy i Michnikowie nie dadzą rady namówić imamów do schowania się pod okrągłym stołem. Dlatego, choć serce wzywa do poparcia powstańców, rozum każe pamiętać, że choć Egipt jest dla równowagi bliskowschodniej bardzo ważny, to  interesy Izraela są dla równowagi geostrategicznej zdecydowanie ważniejsze.

Sytuacja nad Nilem w r. 2011 jest inna niż nad Wisłą w r. 1989. Myśmy zmarnowali swoją szansę, bo wolność dla Polaków nie stanowiła wyzwania dla pokoju światowego. Egipcjanie muszą ograniczyć swoje pragnienie wolności, żeby nie doprowadzić Bliskiego Wschodu, a może całego świata do zagrożenia  wojną.

Możliwość załamania się równowagi geostrategicznej niepokoi wszystkich, ale jest szczególnie niebezpieczna dla państw tak pozbawionych zdolności prowadzenia samodzielnej polityki jak Polska. Patrzę w telewizor i widzę Komorowskiego dającego Janukowyczowi konia...(?) Objaśniła mi to osoba znająca się na rzeczy: „Hrabia za cudze pieniądze udaje księcia Radziwiłła. Ta wizyta ma jeden ważny cel polityczny  cementujący wspólnotę interesów - zatrzeć ślady po pomarańczowej rewolucji i po Lechu Kaczyńskim."

Oto beneficjenci klientelizmu politycznego, jak pokorne cielęta zadowolone ze ssania dwóch - rosyjskiej i niemieckiej - matek, udają prawdziwych prezydentów. Paradoks geopolityczny polega na tym, że po zwycięstwie rewolucji egipskiej może być z nami jeszcze gorzej.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.