Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

WZZ jako znak zapytania

Nigdy w historii tak niewielu nie zrobiło tak wiele dla tak wielu

Nigdy w historii tak niewielu nie zrobiło tak wiele dla tak wielu – taką parafrazą wypowiedzi Churchilla o roli polskich pilotów w Bitwie o Anglię opisał rolę Wolnych Związków Zawodowych w najnowszej historii Polski jeden z uczestników konferencji Instytut Pamięci Narodowej w 30 lecie utworzenia WZZ.
Konferencja odbyła się 21 lutego w Katowicach, czyli mieście w którym 30 lat wcześniej Kazimierz Świtoń ogłosił powstanie Komitetu Pracowniczego Wolnych Związków Zawodowych. Ten historyczny akt oznaczał fundamentalne podważenie wszechwładzy komunistów w najbardziej drażliwym punkcie totalizmu – monopolu organizowania pracowników, czyli absolutnej większości społeczeństwa.
W dwa miesiące po WZZ katowickich, 29 kwietnia 1978 r. w Trójmieście powstał nowy WZZ i okazał się organizatorem przełomu. W sierpniu r. 1980 działacze WZZ Wybrzeża poprowadzili Wielki Strajk, z którego narodziła się Solidarność. Ale o tym niesamowitym sukcesie działaczy gdańskiego WZZ, na konferencji mówiono najmniej. Głównymi tematami były referaty i dyskusje panelowe odtwarzające drogi ideowe twórców WZZ (oprócz Katowic i Gdańska, w 1979 powstał również WZZ w Szczecinie) oraz działania władz PRL w celu zniszczenia ruchu, rozpoznanego od początku jako śmiertelne zagrożenie dla komunizmu. Było to, w moim przekonaniu, jedno z najciekawszych i zapewne najbardziej owocnych spotkań historyków ze świadkami badanych przez nich wydarzeń - dotarli na konferencję np. Józef Szyler i Henryk Jagielski, niegdyś pracownicy wydz. W-4 Stoczni Gdańskiej, zasłużeni w inicjowaniu buntów robotniczych.
Pierwszoplanową postacią był oczywiście Kazimierz Świtoń, który mówił o WZZ nie tylko bezpośrednio, ale poprzez wyświetlane w auli Uniwersytetu Śląskiego ciekawe filmy, zrealizowane na zlecenie IPN. Z pewnością mu to się należało, ponieważ wbrew temu, co do niedawna sądzono, Świtoń odegrał wielką rolę nie tylko w r. 1978, jako założyciel WZZ, ale i w r. 1980, jako działacz „Solidarności”. Andrzej Żabiński, I sekretarz KW PZPR na Śląsku tak o nim wówczas mówił: „Sytuacja na Śląsku i Zagłębiu jest dalej trudna, ciężka. Mamy dwa ośrodki – Huty Katowice, całkowicie wrogi, kierowany przez Świtonia i Rozpłochowskiego, i drugi ośrodek, którym kieruje członek partii można powiedzieć, w Jastrzębiu.”
Poza nim błyszczała liczna delegacja z Gdańska na czele z Anną Walentynowicz, Andrzejem i Joanną Gwiazdami oraz Jerzym Borowczakiem, a także (za pośrednictwem specjalnie nakręconego materiału filmowego) prezydent Lech Kaczyński. Ze Szczecina samotnie przybył Mirosław Witkowski. Jako przedstawiciele środowiska pisma „Robotnik”, przyjechali do Katowic Ludwika i Henryk Wujcowie, był Józef Średniawski z KSS „KOR” i wiele innych postaci ważnych dla wydarzeń sprzed Sierpnia`80.
Bardzo ciekawe było przybliżenie badań historyków IPN, Jarosława Neyi z Katowic, Sławomira Cenckiewicza z Gdańska i Marcina Stefaniaka ze Szczecina. Całość sprawnie twardą ręką poprowadził Andrzej Drogon, dyrektor katowickiego IPN, a licznie zgromadzona publiczność (która obsiadła nawet schody) wszystkie wystąpienia nagradzała sowitymi oklaskami. Co chwila czuło się wielkie emocje i wzruszenia.
Nie podejmując wysiłku dokonania podsumowania dorobku Konferencji, prawem kaduka przybliżę tylko temat mojego kilkuminutowego wystąpienia. Od dawna usiłuję zbadać bardzo tajemniczy aspekt polityki władz PRL w stosunku do ruchu WZZ, polegający na próbach wbudowania go w kontrolowany przez władze ruch komisji robotniczych, czyli tzw. Konferencji Samorządu Robotniczego. Krótko mówiąc chodzi o taki obraz: gdy po założeniu WZZ katowickiego gen. Krzysztoporski dowiedział się, że w Gdańsku powstanie nowy WZZ, udał się osobiście na krajową konferencję KSR, co nigdy nie było obyczajem szefa SB. Z drugiej strony, gdy gdański WZZ od początku świadomie przybrał formę klasycznego trade unionu, środowisko lewicy korowskiej, czyli tzw. Kuroniada, forsowała ideę tworzenia komisji robotniczych wg wzoru hiszpańskiego (z czasów Franco), gdzie nielegalna partia komunistyczna za pomocą tych komisji uzyskiwała koncesje od prywatnych przedsiębiorców.
Za namową Kuronia, w styczniu r. 1980, a więc w chwili, gdy wiadomo było, ze zbliża się nowy wielki bunt społeczny, Lech Wałęsa założył w swoim zakładzie pracy właśnie komisję robotniczą, co było aktem dywersji wobec istniejącego WZZ, którego był członkiem.
Pod koniec sierpnia 1980 r. do Jacka Kuronia, siedzącego w celi aresztanckiej na „Mokotowie”, przyszedł tenże gen. Krzysztoporski i, wg relacji innego członka KOR, zapytał: Czy wy wiecie co robicie (z kontekstu wynikało, ze chodziło o rozszerzającą się falę strajkową)? Na co Kuroń miał odpowiedzieć: Wiemy. Na takie dictum Krzysztoporski miał tylko odpowiedzieć: - To dobrze. - i opuścić celę.
Łatwo bym uwierzył w taki przebieg wypadków, gdyby nie fakt, że byłem rozmówcą Jacka Kuronia w dniach, gdy po uwolnieniu z aresztu przybył do Gdańska. Wraz z Lechem Kaczyńskim (obecnym prezydentem RP) ze zdumieniem słuchaliśmy jego propozycji (nazwanych przez niego zarysem programu Niezależnego Związku Zawodowego) żeby rodzący się niezależny ruch związkowy kształtować „zgodnie z ideałami Paździenika`56” czyli w kierunku współ zarządzania zakładami pracy i kontrolowaniu produkcji. Na moje uwagi, że taki system już istnieje, a my chcemy go obalić, Kuroń odpowiedział, że KSR został w 1958 r. podporządkowany przez władze za pomocą centralizacji ruchu, a teraz trzeba wrócić do wersji „prawdziwej” czyli spontanicznej i rozproszonej, wypracowanej w r. 1956 r.
Spór został po dwóch tygodniach rozstrzygnięty wolą Polaków, gdy ruch zjednoczył się jako NSZZ „Solidarność” i o żadnych KSR nie mogło już być mowy. A jednak jeszcze 22 października 1980 r., Stefan Olszowski na posiedzeniu na naradzie I sekretarzy KW PZPR twierdził, że należy się starać, żeby wtłoczyć „Solidarność” w zreformowane KSR.
Moje badania poszukują odpowiedzi na pytanie, czy coś podobnego jak zamiar redukcji rewolucji Solidarności do poziomu rad zakładowych planujących produkcję i zaopatrujących w kartofle, mogło się po latach powtórzyć jako zamiar wtłoczenia demokratycznych i niepodległościowych dążeń Polaków w gorset „okrągłego stołu” i postkomunistycznej III RP. Odpowiedź mogłaby stać się instruktywnym przyczynkiem do, znajdujących się dopiero u swego początku, bezstronnych badań nad rolą tzw. opozycji demokratycznej w obronie wszystkich „październików”.
(Artykuł jest rozszerzoną wersją tekstu zamieszczonego w „Gazecie Polskiej”)
 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.