Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Ujednolicenie ku czemu?

W trakcie obrad okrągłego stołu często bywałem u zaprzyjaźnionej rodziny reprezentującej najlepszą część warszawskiej inteligencji.

Rozmowy o polityce często toczyły się w obecności ich dzieci. Choć rozpoczęły już studia w uniwersytecie, to mówiąc o zachowaniach  negocjatorów solidarnościowych starałem się swoje opinie łagodzić. Robiłem tak z dwóch powodów - pierwszy wynikał z faktu, że spora grupa tych negocjatorów należała do ich dobrych  znajomych i nie chciałem niszczyć szacunku i sympatii, jaką młodzi ludzie mieli dla sławnych „opozycjonistów". Ale ważniejszy był drugi powód: uważałem za swój obowiązek ochraniać tę młodzież przed - jak mi się wówczas zdawało - realnym zagrożeniem wybuchu gwałtownego buntu przeciw komunistom.

 

Miałem w pamięci smutny obraz grupy patriotycznej młodzieży, skupionej wokół księdza Zycha, która po śmierci sierżanta Karosa została przez władze PRL strasznie poniżona. a przez tzw. opozycję porzucona i zapomniana. Ponadto wydawało się, że kierownictwo Solidarności ma obowiązek zapobieżenia ewentualności tworzenia się grup insurekcyjnych, które mogłyby zostać wykorzystane przez komunistyczną policję polityczną do jakichś prowokacji czy manipulacji.

Dziś już nie całkiem rozumiem skąd brało się moje ówczesne głębokie przekonanie o nadzwyczajnie patriotycznym nastawieniu ogółu polskiej młodzieży i możliwości wybuchu gwałtownych zamieszek. Kilka lat wcześniej napisałem artykuł pt. „Ujednolicenie - zagrożenia i szanse", opublikowany w materiałach Grupy Publicystów Politycznych, w którym dałem wyraz przekonaniu, że społeczeństwo polskie jest w stopniu najwyższym w swojej historii antykomunistycznie ujednolicone i dlatego ostrzegałem: „Bezpośrednie podstawowe zagrożenie bierze się z możliwości ujawnienia się niekontrolowanej tendencji do podjęcia walki".

Tkwiąc w takich przekonaniach miotałem się bezradnie między pragnieniem jak najszybszego chwycenia komunistów za gardło, a przerażeniem na widok odrażającej ugody, jaką moi znajomi i przyjaciele, bohaterowie i legendy Solidarności, obgadywali w Pałacu Namiestnikowskim i w paru innych judaszowych miejscach. W nastroju głębokiego przygnębienia zaszedłem znowu do tej pięknej rodziny, ale tym razem już nie zdołałem się opanować i wylałem z siebie całą gorycz i żal, jaką odczuwałem obserwując tę niesłychaną zdradę. Wysłuchano mnie w milczeniu, które rozumiałem jako aprobatę dla mojego poglądu i współczucie dla nędzy naszego wspólnego losu ludzi sprzedanych przez własnych przywódców. Odprowadzało mnie studiujące historię starsze dziecko, które nagle, gdy byłem już za drzwiami, dramatycznie zawołało: „Krzysiu! Ty chcesz walczyć na barykadach, a my chcemy żyć!".

Przy okrągłym stole przeżyłem szok na widok ludzi, których dotąd szanowałem, a którzy nagle okazywali się małymi kanaliami, których największym zmartwieniem było zachowanie w tajemnicy przed społeczeństwem zmowy z komunistycznymi zbrodniarzami. A teraz ja, który tak bałem się wybuchu patriotycznego żaru wśród polskiej młodzieży zostaję oskarżony o dążenia  straceńcze, a ta młodzież krzycząc, że chce żyć, oświadcza się z akceptacją dla - jak to pisał Piłsudski - życia w wychodku!

Zapomniałem przed czym sam wcześniej ostrzegałem: „Trzeba bowiem pamiętać, że ujednolicenie Polaków wspiera się również na negatywnych cechach osobistych i zbiorowych /.../ ich dalszy rozwój może nas doprowadzić do sytuacji, w której będziemy mogli już tylko bezradnie wzdychać do niegdysiejszej jednolitości, której sławę i chwałę stanowi wciąż <Solidarność>". Sowietyzacja może nas zaskoczyć na pięć minut przed upragnionym zwycięstwem i odsunąć je na zawsze."

A jednak nawet dzisiaj, po dwudziestu latach dowodzenia przez miliony Polaków, że wolą żyć w wychodku razem z Jaruzelskim, Katem, Minimem, Olinem oraz  Mazowieckim, Michnikiem i całą esbecką agenturą rozpylającą ze swoich mediów posowieckie dezodoranty; po demonstracjach polskiej młodzieży, która  tysiącami biegnie na Drogę Królewską by opluwać i wyzywać krzyż będący znakiem tragedii narodowej; nawet przy bezapelacyjnym poparciu, jakie jest udziałem Platformy Obywatelskiej, prezydenta Komorowskiego i premiera Tuska - nadal nie mogę uwierzyć, że to co widzę na własne oczy jest całą prawdą o Polsce i Polakach.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.