Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Polskość, czyli dramat

Już dzisiaj wiadomo, że mijający rok wejdzie do historii Polski, jako data tragiczna. Dopiero jednak przyszłość pokaże czy tragedia smoleńska doprowadziła do złamania państwowości polskiej, czy - jak mamy nadzieję - polskość okaże się silniejsza od jej wewnętrznych i zagranicznych wrogów.

Złowróżbnymi znakami możliwego rozwoju wydarzeń są ludzie, którzy obecną Polską rządzą i polskość poniżają. Prezydentowi Komorowskiemu bliżej do zdradzieckich sług sowietyzmu z okresu PRL niż do dbałości o godność narodu, który go na urzędzie posadził. Minister Sikorski nie musi już ujawniać niczego więcej ze swego zakłamania, bo jego konsekwencja w reorientacji polskiej polityki zagranicznej na reesbekizacyjno-rusofilską jest dowiedziona i powszechnie znana. Głównym jednak zagrożeniem dla państwa i narodu jest ten, który swój start w życiu publicznym zaczął od ogłoszenia, że „Polskość to nienormalność".

W ten sposób dzisiejszy premier bardzo szczerze i trafnie opisał swą wewnętrzną oraz polityczną osobowość. Lapidarnie zdefiniował cały swój widnokrąg świadomościowy i moralny. Polskość - rozumiana jako wierność  Bogu, Honorowi i Ojczyźnie - to nienormalność, bo świat Tuska to pogarda dla imponderabiliów, a własne zasady, to katalog opisany w kodeksie karnym. Tusk zaczynał od lewej forsy jako „macher z zaplecza", a na szkodzeniu Polsce dobił się pozycji głównego organizatora dezintegracji i dezinformacji społeczeństwa oraz dezorganizacji i destabilizacji państwa polskiego.

Tusk jest prostakiem tak niereformowalnym, że i dzisiaj prawdziwe jest to, co na początku swej podłej kariery, odnosząc się do książek Brzozowskiego, Gombrowicza i Bobkowskiego, mówił o sobie - „Polskość nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu". Tak, wówczas, jak i dzisiaj, Tusk mówił i mówi to samo, ale jest to przerażająca diagnoza własnego stanu, bo żadnego z tych pisarzy nigdy i w niczym nie zrozumiał. Te książki wprowadzałem w krąg gdańskiej młodzieży solidarnościowej od wspólnego pobytu w obozie internowanych. Nie zdawałem sobie sprawy, jakim niebezpieczeństwem grozi rzucanie pereł przed wieprze.

W 1987 r. Tusk twierdził, że „Polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno by było inaczej." W r. 2010 mówi - „Smoleńsk był twardym sygnałem, że tradycyjna polityka, nasycona historią i wręcz antycznym dramatem, nie da nam nigdy odpocząć." Jak zawsze jego jedyną reakcją jest pogarda dla polskości. Tusk wie, że ta pogarda,  jako świadectwo duchowej nicości, ideowego niedorozwoju, głębokich kompleksów blokujących szacunek do ludzi uczciwych i zmuszających do otaczania się kanaliami, jest dowodem przeciw niemu. Dlatego tym bardziej nienawidzi tych, którzy pozostają polskości wierni.

Do 10 kwietnia najbardziej nienawidził prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Po katastrofie cała nienawiść skupiła się na Jarosławie Kaczyńskim: „Dowiedziałem się przecież strasznych rzeczy o sobie, że spiskowałem z Putinem, że mam krew na rękach. Część polskiej klasy politycznej, w tym brat zmarłego prezydenta Jarosław Kaczyński, także grono komentatorów i niektóre rodziny ofiar używali i używają nadal sformułowań sugerujących, że jestem mordercą. Nawet jeśli dla przeważającej części opinii publicznej jest to absurdalne czy wręcz śmieszne, dla tego, kogo to dotyczy, nie jest śmieszne, chociaż jest absurdalne."

To nie jest ani śmieszne, ani absurdalne. Tusk jest współodpowiedzialny za katastrofę smoleńską . Żaden Putin z Anodiną i żaden Miller z Arabskim ze wszystkimi ich raportami, tej współodpowiedzialności z niego nie zdejmą. Człowiek, który latami obrażał, ośmieszał, poniżał prezydenta Kaczyńskiego  przed polską i międzynarodową opinią publiczną, który „używał sformułowań sugerujących" jego patologiczność, w którego ustach oskarżenie o „obsesje" było epitetem stałym i zwyczajnym, teraz udaje, że nie rozumie, że Lech Kaczyński by nie zginął, gdyby on nie przekonywał uporczywie Rosjan, żeby traktowali prezydenta jako wrogiego sobie „rusofoba" i gdyby nie zapewniał Putina, że nie powinien się z prezydentem Polski liczyć.

Lech Kaczyński przeszkadzał Tuskowi prowadzić politykę wyprzedaży polskich interesów państwowych i narodowych. Dlatego naznaczony kompleksem rodem z Makbeta Tusk ma rację, że polskość „nasycona historią i wręcz antycznym dramatem" nigdy nie pozwoli mu „odpocząć". 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.