Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Tusk z Sikorskim na rozpalonej blasze

Waszyngton uznał przeciek Wikileaks za działalność na szkodę Stanów Zjednoczonych już po opublikowaniu części zapowiedzianych dokumentów. Władze w Warszawie poczuły się nim zagrożone po ujawnieniu tylko paru depesz, w których Polska została wspomniana. Czego oni się tak bardzo boją?

Ameryka obawia się o swoje interesy w skali świata, a Donald Tusk, razem z Radosławem Sikorskim, boją się, że ujawnienie ich knowań z Rosją przeciw polskiej racji stanu doprowadzi ich przed trybunał stanu.

 

Tusk doszedł do władzy w chwili, gdy prezydent Lech Kaczyński finalizował prace nad doprowadzeniem do uzyskania przez Polskę strategicznego bezpieczeństwa przez umieszczenie w Polsce stałej bazy amerykańskiej w postaci tzw. tarczy antyrakietowej. Fakt, że nowy premier od razu przystąpił do organizowania dywersji wobec planów prezydenta wskazuje, że kontakty i uzgodnienia liderów Platformy z Rosjanami musiały zostać poczynione już  wcześniej, jeszcze w trakcie starań rządu Jarosława Kaczyńskiego o przyspieszenie decyzji Ameryki o instalacji tarczy.

Tusk z Sikorskim, bojąc się reakcji opinii publicznej, nie mogli jawnie przeciwstawić się projektowi tarczy, więc, pomimo złośliwego utrudniania negocjacji, pod naciskiem Kaczyńskiego musieli w końcu podpisać umowę z administracją George'a Busha. W tym samym czasie prowadzili inną równie dywersyjną wobec interesu bezpieczeństwa Polski akcję z lobby izraelskim w USA, której objawem była osławiona rozmowa Sikorskiego z Ronem Asmusem, jako organizatorem zmiany w priorytetach polityki zagranicznej USA mającej nastąpić po wyborach prezydenckich (http://www.ajcongress.org/site/DocServer/Ronald_D._Asmus.pdf?docID=3044).

Istotą tej zmiany było twierdzenie, że największym zagrożeniem dla pokoju na świecie jest Iran, a najlepszym sposobem na uniknięcie zagrożenia z jego strony nie jest tarcza, a poprawa stosunków z Rosją, dzięki czemu Iran nie uzyska rakiet mogących osiągnąć cele ... w Izraelu.

Tusk kłamie, mówiąc, że przewidział, iż Ameryka porzuci Polskę na rzecz innego, ważniejszego sojusznika. Wbrew kłamstwom Tuska i Sikorskiego rezygnacja z budowy tarczy i ogłoszenie „resetu" wcale nie było zdecydowane po dojściu Baraka Obamy do władzy. Jeszcze w lutym 2009 r.  Robert Gates wzywał w Krakowie do pilnej ratyfikacji umowy i szybkiego rozpoczęcia budowy bazy. To Tusk jednostronnie wypowiedział współpracę wycofując wojska  z Iraku, a następnie ze Wzgórz Golan i z Libanu. Tusk boi się WikiLeaks i dlatego udaje, że przewidział przyszłość.  Oto prorok, który już lata temu wieszczył: „Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń?", a teraz z góry wiedział, że „obce mocarstwo" uzna słuszność jego oceny stosunków międzynarodowych, Rosja znowu, jak podczas II Wojny Światowej, stanie się strategicznym sojusznikiem Ameryki, a Polska powróci na swoje miejsce - do roli przedmiotu rozgrywanego przez zagranicę!

To wszystko bzdury, bo rzekomy prorok miał już inne uzgodnienia i zobowiązania, wśród których jednym z najważniejszych znaków było nowe kłamstwo katyńskie, czyli wyparcie się prawdy, że Związek Sowiecki dokonał na Polakach ludobójstwa, a Rosja ma obowiązek wzięcia na siebie pełnej odpowiedzialności za tę nieprzedawnialną zbrodnię.

Tusk zwalczał nie tylko Lecha Kaczyńskiego i jego marzenia o Polsce zabezpieczonej przed zagrożeniem ze strony Rosji, ale zrobił wiele dla zepchnięcia do rosyjskiej strefy wpływów całej Europy Środkowo-Wschodniej. Centrum Tarczy nie były antyrakiety pod Koszalinem, a radar w Czechachi, jak wynika z ujawnionych depesz: <Rosja bardziej boi się radaru niż stanowisk przechwytujących,  ponieważ ten pierwszy może namierzyć lokalizację rosyjskich sił strategicznych /.../ Lokalizacje w Polsce i Czechach były częścią globalnej architektury tarczy anty-rakietowej, które, połączone, mogłyby niemal „znokautować Rosję">. Tusk zdradził sojusz polsko-czeski, bo w czasie, gdy Czesi robili wszystko, by zapewnić budowę Tarczy, on opóźniał podpisanie umowy, a następnie bojkotował jej ratyfikowanie.

Teraz robi dobrą minę do złej gry: „Plotka głosi, że Amerykanie pisali między sobą z ubolewaniem, że bardzo twardo negocjujemy, ale jeśli rzeczywiście to jest w tej korespondencji, to raczej jest komplement..." - usiłuje odwracać kota ogonem, ale w tym momencie zdradza go podświadomość i ni stąd ni zowąd wypala: „niż pochodnia."! Poczuł się przypalany? Słusznie, bo bardzo to podobne do tańca niedźwiedzia na rozpalonej przez WikiLeaks blasze.

Jeszcze bardziej, jeżeli to możliwe, przerażony przeciekami jest Sikorski. Już wiemy, że: „szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow powiedział dziennikarzom, że nie wierzy, by Sikorski faktycznie wypowiedział takie słowa (krytykował Rosję). Dodał, że jeśli jednak coś takiego miało miejsce, to byłoby to dla niego "głębokim zdumieniem, bo rozmawiał z Sikorskim już wcześniej o problemach dotyczących bezpieczeństwa europejskiego". Co będzie, jeżeli wyciekną razgawory Sikorskiego z „naszym mocarstwem"?

Gdy Sikorski czyta depeszę: „Polska objęła zaskakująco silne przywództwo podczas konfliktu w Gruzji /.../ prezydent Lech Kaczyński i szef MSZ Radosław Sikorski różnią się co do wpływu wojny w Gruzji na plany budowy tarczy antyrakietowej na terenie Polski i Czech. Kaczyński był zdania, że konflikt jeszcze bardziej przemawia za koniecznością budowy Tarczy, z kolei Sikorski uważał, że nie ma związku między rozmowami o tarczy a trwającą wojną na Kaukazie.", to już teraz czuje się pies zapędzony do kąta i wściekle gryzie pamięć o człowieku, którego 10 kwietnia uznano martwym i pokonanym wraz z jego polityką: „To pokazuje, jak bardzo mylili się ci, którzy byli gotowi oddać swą prezydenturę za tarczę, oraz ci, którzy twierdzili, że wszystko zależy od rządu polskiego /.../ że gdyby nasz rząd był bardziej usłużny wobec USA, podpisał umowę o Tarczy miesiąc wcześniej i na gorszych warunkach, to ona by powstała."

Pożytkiem WikiLeaks będzie reset „resetu". Ale choć nic już nie przywróci życia Lechowi Kaczyńskiemu, to nasz własny reset, kompromitacja i odrzucenie  polityki Tuska-Sikorskiego, może przywrócić do życia polską politykę zagraniczną zgodną z polską racją stanu.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.