4 lutego

Tusk zrozumiał pryncypia

Jest oczywistością, że po objęciu władzy przez premiera Donalda Tuska byliśmy świadkami największego kryzysu w polskiej polityce zagranicznej od wielu lat. Przyczyną tego kryzysu była nieodpowiedzialna próba zmiany polityki bezpieczeństwa, wyrażająca się zamiarem PO dokonania rzekomego otwarcia, a w istocie uzależnienia tej polityki od stanowiska Rosji.
Na szczęście w ostatnich dniach te zamiary zostały porzucone, czego wyrazem było podjęcie przez premiera konsultacji z prezydentem przed jego wizytą w Moskwie. W tych warunkach należy cieszyć się ze słów prezydenta, który po zakończeniu konsultacji powiedział: Myślę, że to była dobra rozmowa. Oznacza to, że premier potwierdził, iż dokonane ostatnio ustalenia ministra Sikorskiego w Waszyngtonie stanowią gwarancję bezpowrotności tej zmiany.
Jest jednak faktem, że z winy Donalda Tuska polska polityka bezpieczeństwa doznała poważnego uszczerbku. Dlatego dobrze się stało, że prezydent nie krył, że udzielił premierowi pouczenia: Mówiłem o pryncypiach tej polityki, które moim zdaniem są nienaruszalne, ale jednocześnie wyciągnął rękę do zgody i pochwalił partnera mówiąc: myślę, że tutaj jesteśmy bliscy zgody.
To dobrze, że, choć dopiero w ostatniej chwili, to jednak doszło do zgody w kwestii pryncypiów polskiej polityki wobec Rosji i należy się z tego cieszyć.
Mając przekonanie, że premier już nigdy nie powtórzy tak jawnych błędów i będzie potrafił zaprezentować w Moskwie stanowisko zgodne z pryncypiami, o których mówił prezydent, to jednak nie ma co udawać, że nic się nie stało i po zatoczeniu dużego koła polska polityka zagraniczna znalazła się w tym samym miejscu, w którym pozostawił ją premier Jarosław Kaczyński.
Otóż stało się tak wiele, że trzeba słowa prezydenta zrozumieć tak, jak zostały powiedziane, czyli jako ciężkie oskarżenie, że premier Tusk od pryncypiów polityki polskiej wobec Rosji odszedł, a nawet przeciw nim wykroczył, i dopiero teraz, w dodatku nadal nie w pełni, do nich wraca.
Wydaje się, że dla zrozumienia przebiegu wydarzeń nie jest decydujące pytanie - dlaczego odszedł - ale dlaczego tak nagle, wprost odwracając się na pięcie, powraca? Niestety wydaje się, że nie dlatego, że sam swój błąd na czas zrozumiał, ale dlatego, że został do tego w jakiś ostry sposób przymuszony. Jeżeli rzeczywiście tak jest, to nadal powinniśmy obawiać się powtórzenia tych samych błędów w przyszłości.
Z wypowiedzi prezydenta można się domyślać, że premier tłumaczył się ze swoich błędów dbałością o utrzymanie dostaw gazu z Rosji, nazwanej „polityką gazową". Wygląda to zwykłe zacieranie śladów, które, o ile już dziś można o nich mniemać, prowadzą dużo dalej, a których kierunek może wskazywać zbieżność stanowisk Tuska i Putina co do możliwości przeniesienia finalnych negocjacji w sprawie tarczy przeciwrakietowej na czas po ustanowieniu w Waszyngtonie spodziewanej administracji partii demokratycznej.
Jeżeli tak rzeczywiście było, co uprawdopodobniają wypowiedzi Tuska sprzed zaledwie dwóch tygodni podczas wizyty w Pradze, gdzie nie tylko sam wskazywał na termin przyszłoroczny, ale i usiłował (oczywiście bezskutecznie) nakłonić do tej strategii Czechów, to może to wskazywać na obecność w otoczeniu premiera Tuska jakichś wpływowych pośredników, którzy potrafią sprowadzać do na niebezpieczne manowce.
Dlatego opinii publicznej należy się pełne wyjaśnienie źródeł tak daleko idącego zaangażowania premiera w uzgodnienia z Kremlem i owocem tych wyjaśnień winny stać się odpowiednio poważne dymisje.
Na razie, do piątku 8 lutego, kontentujmy się obrazem syna marnotrawnego, który zaiste musiał przeżyć szok bardzo wielki, skoro nagle porzucił swój styl prześmiewczy i z całą pokorą podporządkował się takiemu scenariuszowi spotkania z prezydentem, który przecież jeszcze całkiem niedawno by odrzucił.
Po stronie prezydenta wystąpiły wyłącznie osoby, które w ostatnim czasie bardzo ostro, a nawet miażdżąco, krytykowały jego poczynania - szef KPRP Anna Fotyga, sekretarz stanu Michał Kamiński i podsekretarz stanu Małgorzata Bochenek. Za to po stronie premiera nie pojawił się żaden z antyprezydenckich bojowców, a tylko sekretarz stanu ds. bezpieczeństwa w Kancelarii Premiera, czyli tej jego urzędnik, który nigdy nie odważył się publicznie polemizować ze stanowiskiem prezydenta. Z pewnością nie była to dla premiera sytuacja chciana, ale widocznie musiała być konieczna do zaakceptowania.
Po spotkaniu też nie było też, zwykłego dla Tuska, dogryzania prezydentowi wobec dziennikarzy, przeciwnie, skromnie opuścił Pałac Prezydencki pozostawiając gospodarzowi samodzielne przedstawienie podsumowania rozmowy.
Wobec tak wielkiej pokory prezydent okazał swe miłosierdzie i, w obliczu bardzo trudnego dla Polski kontekstu spotkania, nie skorzystał z okazji do pognębienia nielojalnego premiera. Wobec dotychczasowych uchybień Tuska wobec konstytucyjnych uprawnień prezydenta pojawiło się tylko łagodne upomnienie: Muszę powiedzieć, że cieszę się, iż po raz pierwszy byłem szeroko konsultowany w sprawach związanych z polityką zagraniczną.

P.S. W swej wypowiedzi po spotkaniu prezydent uznał za właściwe wspomnieć, że: Później rozmawialiśmy też krótko w cztery oczy o innych sprawach, ale to już odrębna kwestia. Skoro jednak wspomniał, to znaczy, że choć kwestia była odrębna, czyli nie dotycząca wizyty premiera w Rosji, miała jakieś, przynajmniej kontekstowe znaczenie dla wyjaśnienia różnicy w pojmowaniu rzeczonych pryncypiów. Może więc dotyczyła ona tych właśnie tajemniczych wpływów, o których pisaliśmy wyżej oraz powodów dla których premier im tak nieszczęśliwie ulegał?
Może przypadkiem, ale może i nie bez kozery, jeden z dziennikarzy, zamiast dopytywać o spotkanie z premierem, zapytał prezydenta o drugą część raportu z likwidacji WSI? Osobiście mam wrażenie, że rzeczywiście coś jest na rzeczy, a wyrażona przez prezydenta sugestia, że może on uznać sprzeciw marszałka Komorowskiego (ewentualny na razie, bo marszałek raportu jeszcze nie otrzymał) wobec przewidzianej prawem publikacji raportu tylko to wrażenie wzmacnia.
Cóż, bywa, że Paryż wart jest mszy, a jaki to tym razem Paryż i jaka msza dowiemy się zapewne niebawem.

Ostatnia aktualizacja: wtorek, 05 lutego 2008 17:03
W górę