Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Co się stało w Waszyngtonie?

Co się stało w Waszyngtonie?

Ciesząc się z powrotu rządu PO do kierunku polityki przyjętej przez prezydenta i rząd Jarosława Kaczyńskiego, należy jednak zapytać, dlaczego do tej zmiany doszło i dlaczego stało się to tak niespodziewanie?

Wobec długotrwałych zapowiedzi ze strony Donalda Tuska i całej PO, że Polska musi zmienić swoje stanowisko w kwestii tarczy antyrakietowej i w ogóle w stosunkach z USA, należy uznać, że zmiana ta dokonała się dopiero w trakcie wizyty ministra Radka Sikorskiego w Waszyngtonie. Przecież jeszcze podczas wizyty w Pradze Tusk zapowiadał, że zamierza negocjować sprawę tarczy z nowym gospodarzem Białego Domu, a więc dopiero w 2009 r. Było to stanowisko tym bardziej znaczące, że Tusk musiał wiedzieć, że pokrywa się ono w pełni ze stanowiskiem prezentowanym przez prezydenta Putina. Właśnie ta zgodność, uzyskana kosztem publicznie ogłoszonego zerwania z polityką prezydenta i poprzedniego rządu, miała leżeć u podstaw nadziei Tuska na efektowną poprawę w stosunkach polsko-rosyjskich.

Gdy podczas wizyty Tuska w Pradze Czesi mówili o możliwości podpisania porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi w kwietniu, a Tusk wskazywał na rok przyszły, nagle możliwe stało się sfinalizowanie rozmów przez Polskę już w marcu b.r. Co więc takiego musieli Amerykanie powiedzieć Sikorskiemu, że polski rząd radykalnie zmienił swoje stanowisko negocjacyjne?

Rozumiemy, że Sikorski musiał zderzyć się z czymś bardzo ważnym i niespodziewanym, ponieważ z ostrą krytyką rząd Tuska spotkał się już w czasie wizyty w USA ministra Klicha, mimo, że zmianę w sprawie Tarczy usiłował okupić zwiększeniem polskiego kontyngentu wojskowego w Afganistanie. Pamiętając, że reorientacja polityki zagranicznej odgrywała kluczową rolę w propagandzie wyborczej PO oznacza to, że argumenty amerykańskie musiały mieć charakter nie tylko strategiczny, ale i bezpośredni. Nie wdając się w spekulacje należy jednak uznać, że na ręce Sikorskiego przedstawiono Tuskowi takie ewentualne konsekwencje jego polityki, że natychmiast zrezygnował on z marzeń o sukcesie swej wizyty w Moskwie.

Na razie z całej szkodliwej dla Polski awantury wynika wniosek, że na przyszlość lepiej będzie, gdy premier zacznie jak najściślej uzgadniać swoje działania w polityce zagranicznej z prezydentem i opozycją, by więcej błędu woluntaryzmu już nie popełnić. Nawet jeżeli nigdy się nie dowiemy, co takiego zaszło podczas wizyty Sikorskiego w Waszyngtonie, to ta nauczka nie może zostać zapomniana.

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 20:47