Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Wałęsa nie ucieknie przed prawdą

Wywiad udzielony tygodnikowi "Nasza Polska"

Z Krzysztofem Wyszkowskim, publicystą, rozmawia Piotr Jakucki
- W ubiegłą środę Sąd Apelacyjny w Gdańsku uchylił wyrok sądu niższej instancji nakazujący Panu przeproszenie Lecha Wałęsy za wypowiedź o agenturalnej przeszłości byłego prezydenta. Spodziewał się Pan tego? Nie jest to jeden z elementów upadku "układu" III RP?
- Wierzę w siłę prawdy, więc nie tylko spodziewałem się takiego wyroku, ale byłem go pewien. Sędzia sądu okręgowego Małgorzata Idasiak-Grodzińska to rzeczywiście postać z innej epoki. Poza rażącą niekompetencją zawodową wykazała się wobec mnie taką agresją osobistą, że przypomniał mi się proces mojego brata w tym samym budynku w 1978 r., po założeniu Wolnych Związków Zawodowych. Skandaliczny błąd sędzi Idasiak nie oznacza, niestety, utratę przez nią prawa do wykonywania zawodu, więc należy współczuć innym jej ofiarom. Mam jednak nadzieję, że takie łamanie prawa nie pozostanie całkowicie bezkarne. Z tym większym szacunkiem należy przyjąć pracę trojga sędziów Sądu Apelacyjnego, którzy dowiedli, że rzetelni sędziowie nie muszą podporządkowywać się "układowi".
Podczas rozprawy Wałęsa dał prostacki pokaz swojego niezadowolenia, ale nie może zrobić już nic więcej. Skoro w mieście tak podległym "układowi" jak Gdańsk, są sędziowie orzekający wedle prawa, to znaczy, że III RP istotnie dogorywa.
- Po orzeczeniu Sądu Apelacyjnego stwierdził Pan, że ponowny proces będzie procesem "III RP jako państwa SB". Czy ma Pan na myśli o pokazanie mechanizmów, na jakich opierał się "układ" towarzysko-esbecki w III RP i ówczesne państwo policyjne, w którym, jak wskazuje choćby sprawa szafy płk. Jana Lesiaka, główne role odgrywały środowiska ówczesnej Unii Demokratycznej, a dziś Platformy Obywatelskiej?
- Dokładnie tak. U podstaw postkomunistycznego układu, decydującego o kształcie III RP, leży agenturalność dużej części jej elity. Lech Wałęsa jest najwybitniejszym byłym tajnym współpracownikiem komunistycznej policji politycznej i jego agenturalność stała się tarczą ochronną dla tysięcy byłych kapusiów. Skoro twierdzi się, że ujawnienie, iż Wałęsa był komunistycznym szpiclem, zaszkodzi interesom Polski na całym świecie, to stwarza się azyl dla wszystkich, którzy są odpowiedzialni za zbudowanie III RP jako państwa SB.
PO wykorzystuje Wałęsę jako atut w swej kampanii propagandowej, a jest oczywistością, że prawdę o nim zna nie gorzej ode mnie. Wysyła więc w kierunku elit III RP czytelny sygnał, że opowiada się kontynuowaniem państwa bezprawia. Jest to zachęta dla wszystkich, którzy nie chcą naprawy państwa i uzdrowienia stosunków społecznych. Tusk i Rokita bronią "układu" udając, że używają do tego celu Wałęsy, jako lidera "Solidarności", ale w istocie posługują się człowiekiem, który ponosi główną odpowiedzialność za zbudowanie III RP, jako państwa postkomunistycznego.
- Prezydent Lech Kaczyński, składając w ubiegłą środę zeznania przed Sądem Okręgowym w Warszawie, podtrzymał swoje wcześniejsze zeznania z 1998 r., że szef gabinetu prezydenta Lecha Wałęsy Mieczysław Wachowski "wielokrotnie chwalił się, że kontroluje WSI, aby w ten sposób kontrolować życie polityczne". Skoro kontrolował Wachowski, to kontrolował i Wałęsa, czyż nie?
- Oczywiście! Kariera "kapciowego" byłaby niemożliwa bez czynnej woli jego szefa. Za wszystkie działania Wachowskiego w całości odpowiada Wałęsa i rola Wachowskiego w akcji niszczenia prawicy byłaby niemożliwa bez zlecenia ze strony prezydenta państwa. Warto jednak pamiętać, że stworzony przy "okrągłym stole" układ na rzecz niedopuszczenia do stworzenia w Polsce uczciwej demokracji, po objęciu funkcji premiera przez Tadeusza Mazowieckiego, zaczął traktował Wałęsę jako swojego przeciwnika. Mimo że był on, wraz z Jaruzelskim i Kiszczakiem, jednym z ojców tej operacji, "układ" chciał się urządzić bez niego. Wiele wskazuje na to, że pierwsze nielegalne akcje SB/UOP były wymierzone w Wałęsę i jego ówczesne zaplecze partyjne w postaci PC. Dopiero po wyeliminowaniu Mazowieckiego przez Tymińskiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich "układ" poparł Wałęsę i z powrotem go dokooptował. Wcześniej odbyły się twarde negocjacje, w których Wałęsa udzielił "układowi" gwarancji bezpieczeństwa. Znana historia z "lewą nogą" była tylko publicznym, ale wymaganym w takich okolicznościach potwierdzeniem woli służenia "układowi". Wałęsa wykorzystał PC i swoją legendę lidera "Solidarności", żeby powrócić na łono "układu" i to mu się udało. Od tej chwili "układ" służył mu w walce z Kaczyńskimi i rządem Olszewskiego.
- Im bliżej końca sprawy Lesiaka i otwarcia archiwum służb wojskowych, tym Lech Wałęsa jest coraz bardziej zdenerwowany. Pana zdaniem, co jest tego przyczyną?
- Strach przed prawdą. Wałęsa boi się prawdy bardziej niż inni politycy. Jaruzelski na swoją zdradę ma wytłumaczenie w postaci straszliwych okoliczności II wojny światowej, inni mają stalinizm, a czym może się usprawiedliwiać Wałęsa? Że miał za małe mieszkanie? Że potrzebował dodatkowych pieniędzy na benzynę do samochodu? Gdy się było kapusiem donoszącym na ofiary Grudnia'70, to nie ma się już żadnego usprawiedliwienia i pozostaje tylko wybór między przyznaniem się i utratą wszystkich przywilejów a utrzymaniem sławy i pieniędzy za cenę brnięcia w coraz bardziej jawne kłamstwo. Gdyby pozycja Wałęsy była jego osobistym osiągnięciem, to znalazłby w sobie siłę, żeby stanąć oko w oko z własną przeszłością. Ale on jest tylko kukłą, którą grali wrogowie wolności Polski, spławikiem na brudnych falach, pomalowaną na biało-czerwono wydmuszką.
- Sąd w uzasadnieniu stwierdza m.in., że sąd niższej instancji błędnie założył, że w tej sprawie postępowanie dowodowe nie jest konieczne, uznając, iż wiążące jest dla niego prawomocne orzeczenie Sądu Lustracyjnego z sierpnia 2000 r. Mówiło ono o tym, że Wałęsa złożył prawdziwe oświadczenie lustracyjne, iż nie był agentem służb specjalnych PRL. Czy to przypadkiem nie obala wiarygodności werdyktu Sądu Lustracyjnego?
- Niewiarygodność wyroku Sądu Lustracyjnego wynika z charakteru procesu z roku 2000, który był jawnie polityczny i przebiegał z pogwałceniem zasad prawa. Sąd Lustracyjny, zgodnie z zapisami z archiwów SB, miał podstawy, by uznać tajnymi współpracownikami SB zarówno Lecha Wałęsę, jak Aleksandra Kwaśniewskiego. Sędzia Paweł Rysiński nie zgodził się jednak na przesłuchanie takich kluczowych świadków, jak np. Adam Hodysz, i odrzucił zeznania Antoniego Macierewicza, Piotra Naimskiego i innych. Za to uznał "z prawie całkowitą pewnością", że oryginały przedstawionych mu donosów i pokwitowań za pieniądze nigdy nie istniały. W rok później Rysiński został powołany przez Kwaśniewskiego na sędziego Sądu Apelacyjnego w Warszawie, w 2004 wyrokował na korzyść Józefa Oleksego w jego procesie lustracyjnym, a niedawno odegrał swoją rolę w procesie FOZZ.
- A jeżeli chodzi o status pokrzywdzonego nadany Wałęsie przez IPN?
- Przyznanie Wałęsie statusu pokrzywdzonego przez IPN odbyło się w takich warunkach, że każdy, kto chciał to wiedzieć, musiał dostrzec, że było to niejawne przyznanie, że IPN posiada dokumentację zaprzeczającą wyrokowi Sądu Lustracyjnego i uniemożliwiającą przyznanie tego statusu przed orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego.
IPN jest jednak instytucją zaufania publicznego i nie powinien zasłaniać prawdy przed opinią publiczną. Kierownictwo IPN już dawno ogłosiło, że na podstawie posiadanej przez siebie dokumentacji na temat Lecha Wałęsy jesienią bieżącego roku opublikuje książkę. Polska opinia publiczna ma prawo domagać się dotrzymania danego słowa.
- Sąd Apelacyjny skrytykował zamknięcie Panu ust w niższej instancji i niedopuszczenie do przedstawienia własnych nowych dowodów w sprawie. Jakie wówczas istotne dla sprawy dowody zostały przez sąd okręgowy zakwestionowane?
- Wszystkie. Sąd nie przyjął żadnego z moich wniosków. Uznał, że w ogóle nie może prowadzić postępowania dowodowego i odebrał mi głos.
- Sąd Apelacyjny zaapelował o "staranność" pańskich dowodów. Jak rozumiem - będą staranne i mocne?
- Liczę na to, że tym razem sąd pozwoli mi nie tylko na wykazanie współpracy Wałęsy z SB w latach 1970-1976, ale również jego uzależnienia od władz PRL trwającego aż do dzisiaj. Inną sprawą, którą będę chciał wskazać sądowi, jest odpowiedzialność Wałęsy za krzywdy wyrządzone jego kolegom ze Stoczni na skutek składanych przez niego donosów. Z jednej strony mamy cynicznego multimilionera, a z drugiej bardzo ubogich, ale uczciwych ludzi pokrzywdzonych przez Wałęsę, prawdziwych bohaterów walki z komunizmem. Wałęsa musi zapłacić za krzywdę, którą wyrządził tym ludziom i ich rodzinom.
- Czy będą to wyłącznie dokumenty, czy również zeznania świadków? I pytanie niejako na marginesie, acz istotne: czy nie uważa Pan, że nadszedł czas, by prezes telewizji publicznej Bronisław Wildstein zdjął cenzurę i dopuścił do emisji film Grzegorza Brauna "Plusy dodatnie, plusy ujemne" mówiący m.in. o przeszłości Lecha Wałęsy? W sumie to też mógłby być jeden z dowodów...
- Relacje świadków wydarzeń, w tym kolegów Wałęsy z Wydziału W-4, są ważnymi dowodami w sprawie i z pewnością ich użyję.
Prezes Wildstein jest uczciwym człowiekiem, ale niestety jednym z tych, którzy uważają, że jako funkcjonariusze publiczni mają prawo kierować się w stosunku do sławnego człowieka nie prawdą, a starym własnym sentymentem. To dlatego Wałęsa jest ciągle obecny w TVP, ale jego ofiary nie mają prawa znaleźć się na wizji. Wałęsa jest najsławniejszym Polakiem, a jego niszczeni przez SB koledzy ze Stoczni są anonimami, więc uznaje się, że nie warto mówić o ich krzywdzie. To symbol całej III RP - zbudowana wysiłkiem całego społeczeństwa, ofiarą zwykłych skromnych Polaków, najlepiej służy zdrajcom i kłamcom, a tych, którzy za wolność płacili i płacą własnym losem, spycha w zamilczenie. Niech więc Wildstein pomyśli o tym, jaki ma dziś udział w podtrzymywaniu tego historycznego kłamstwa.
- Lech Wałęsa skomentował wyrok słowami: "Jestem zaskoczony i nie. Jeśli jakiekolwiek są wątpliwości, to jeszcze raz to wyjaśnimy. Ja jestem co do tego całkowicie przekonany, że to udowodnię, bo to są oczywiste sprawy (...). Jestem przekonany, że nie ma żadnych nowych papierów i to wszystko udowodnię". Jak Pan to skomentuje?
- Wałęsa najlepiej wie, jakie oryginały z teczki "Bolka" zginęły po tym, gdy znalazły się w jego rękach. Wie, jakich dokumentów nie ma, ale nie wie, jakie są. Nie wie, że zachowały się oryginały dokumentów jednoznacznie pokazujących go nie jako represjonowanego działacza komitetu strajkowego, a jako człowieka troskliwie ochranianego przez Służbę Bezpieczeństwa.
Jedni świadkowie umierają, ale inni przestają się bać i chcą zeznawać. III RP kończy się, a wraz z nią znikają możliwości blokowania prawdy. Współczuję Wałęsie jako człowiekowi znajdującemu się w strasznej sytuacji. Wzywam go więc, aby zamiast uporczywie trzymać się brzytwy kłamstwa, zdobył się na odwagę odsłonięcia prawdy. Jeżeli pomoże Polakom w odsłonięciu nieprawości III RP, ma jeszcze szansę na odzyskanie szacunku społecznego.
Wierzę, że jeszcze nie jest za późno i apeluję nie tylko do niego, ale i do jego przyjaciół, a wśród nich szczególnie do tych biskupów polskich, którzy go wspierają w kłamstwie, żeby go nie wykorzystywali do obrony własnych uwikłań, a dostrzegli w nim człowieka, którego postawa nie tylko jest szkodliwa dla całego polskiego życia publicznego, ale niszczy również jego samego. Niech wspomną na tę lekcję: Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszy. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach (Łk 12,1-3).
- Dziękuję za rozmowę.
Tygodnik „Nasza Polska” nr 44 (565) z 31 października 2006 r.
 

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.