Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Lech Wałęsa skierował przeciwko Panu pozew do sądu

Z Krzysztofem Wyszkowskim, działaczem Wolnych Związków Zawodowych, dziennikarzem i publicystą, rozmawia Andrzej Echolette.

- Lech Wałęsa skierował przeciwko Panu pozew do sądu za wypowiedź, udzieloną Polskiej Agencji Prasowej, w której stwierdził Pan, że decyzja o wydaniu Wałęsie statusu pokrzywdzonego przez IPN ma jedynie przesłanki formalnoprawne i nie rozstrzyga, czy ktoś był, czy nie był tajnym współpracownikiem. Podtrzymuje Pan tę opinię?
- Wałęsa pozwał mnie za twierdzenie, że był zwerbowanym w grudniu 1970 r. tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie “Bolek”, szpiclował swoich kolegów z Wydziału W-4 Stoczni Gdańskiej i brał za to wynagrodzenie. Moja opinia ma oparcie w dokumentach i stanowisku Instytutu Pamięci Narodowej, którego uczciwi pracownicy, mimo presji wywieranej przez prezesa Leona Kieresa, dyrektora Edmunda Krassowskiego i innych członków kierownictwa Instytutu, przez wiele miesięcy odmawiali przyznania Wałęsie statusu osoby pokrzywdzonej. Dopiero decyzja Trybunału Konstytucyjnego dała Kieresowi furtkę do przyznania mu tego statusu, choć trzeba przyznać, że nawet on nie zdobył się na stwierdzenie, że Wałęsa nie był TW “Bolek”.
- Sąd Lustracyjny, wydając w 2000 r. orzeczenie, że Lech Wałęsa nie był współpracownikiem SB, w uzasadnieniu stwierdził m.in., że orzeczenie takie wydano ze względu na brak najważniejszych oryginalnych materiałów dotyczących TW “Bolek”. Nie uwzględniono przy tym zeznań świadków i kopii dokumentów. Czy nie może to oznaczać, że ówczesne orzeczenie było oparte nie na stuprocentowej pewności co do “czystości” Lecha Wałęsy? Antoni Macierewicz, odpowiadając na to pytanie w zeszłotygodniowej “Naszej Polsce”, stwierdził, że tak.
- Rozprawy przed Sądem Lustracyjnym miały w roku 2000 charakter niezwykle polityczny. Sąd rozpatrywał równolegle sprawy dwóch prezydentów III RP: byłego – Wałęsy i aktualnego – Kwaśniewskiego. Obaj byli zarejestrowani jako tajni współpracownicy SB i sąd miał wystarczające podstawy, żeby obu uznać za kłamców lustracyjnych. Zwyciężył jednak oportunizm, który nie pozwalał przyznać, że po generale Wojciechu Jaruzelskim – agencie NKWD, Polska nadal jest kierowana przez ludzi zarejestrowanych jako agenci komunistycznych służb specjalnych.
Chcąc ratować prestiż władzy “okrągłostołowej”, sąd zrobił wszystko, żeby pomijać fakty, a mnożyć sztucznie wątpliwości i w końcu udało mu się dołożyć własną cegiełkę do umocnienia III RP jako państwa SB. Powoływanie się dzisiaj na ten wyrok ma charakter kabaretowy, podobnie jak powątpiewanie Kieresa w oczywisty sens dokumentów potwierdzających, że Jaruzelski był szpiclem NKWD.
- Wraz z Antonim Macierewiczem, Andrzejem Gwiazdą i Anną Walentynowicz wystosował Pan list otwarty do marszałka Sejmu Marka Jurka, w którym zarzucacie Państwo prezesowi IPN Leonowi Kieresowi złamanie ustawy o IPN. Na czym owo złamanie polega?
- Uzasadniając przyznanie Wałęsie statusu pokrzywdzonego, Kieres powoływał się na Trybunał Konstytucyjny, Sąd Lustracyjny i badania IPN. W rzeczywistości ani decyzja TK, ani wyrok sądu, ani badania archiwów IPN nie pozwalają na uznanie takiego byłego agenta jak Wałęsa za ofiarę systemu. Kieres udaje, że nie wie, iż Wałęsa najpierw był działaczem antykomunistycznym - jako członek komitetu strajkowego w Stoczni Gdańskiej w grudniu 1970 r.- a następnie zdradził sprawę i kolegów, przyjmując funkcję TW. Nawet jeżeli prawdą jest, że w 1976 r. zerwał współpracę z SB, co trzeba dopiero wykazać, to taka kolejność wydarzeń uniemożliwia przyznanie mu statusu osoby pokrzywdzonej. Stanowi o tym wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z wiosny br., który dopuszcza przyznanie statusu wyłącznie tym ludziom, którzy najpierw byli agentami, a następnie zmazali swoją winę, podejmując aktywność antykomunistyczną.
O pogwałceniu prawa przez Kieresa stanowią też dokumenty, jakie posiada w tej sprawie IPN. Choć Wałęsa mówił prawdę, gdy przechwalał się, że wszedł w posiadanie, oczywiście nielegalne, oryginałów najważniejszych dokumentów, to IPN nadal posiada odpowiednio bogatą i nie poddającą się zakwestionowaniu dokumentację, dowodzącą w sposób niewątpliwy, że Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB. Kieres zna tę dokumentację, a więc świadomie działał w złej wierze, co oznacza, że jest winien złamania prawa. Kierowanie się podziwem dla Wałęsy, co Kieres tak chętnie akcentuje, nie może stanowić podstawy do nieliczenia się z prawem.
Z kolei Wałęsa udaje, że nie rozumie nawet tego, co mówi Kieres i twierdzi, że nigdy nie był agentem. To już jest czysty kabotynizm i zostanie on przykładnie skompromitowany podczas procesu, który Wałęsa samobójczo mi wytoczył.
- Czy nie uważa Pan, że w obecnym stanie prawnym formuła IPN musi ulec całkowitej zmianie?
- Ustawa o IPN ma wiele łatwych do zauważenia braków i trzeba ją zmienić, dobry kierunek wskazał ostatnio minister Dorn. Ale ważniejsza jest szybka zmiana kierującego nim prezesa i przynajmniej kilku innych osób, które swoje kariery opierają na ochranianiu interesów takich funkcjonariuszy sowietyzmu, jak Jaruzelski, Kiszczak, Siwicki i legion pomniejszych zdrajców i zbrodniarzy, a z drugiej strony takich towarzyszy podróży komunistów, jak Mazowiecki, Geremek, Kuroń, Michnik i legion służących im pożytecznych idiotów. Ta koalicja antylustracyjna ma na swe usługi gromadę zatrudnionych w IPN pseudohistoryków, którzy blokują ujawnianie prawdy o komunizmie i jego sługach oraz rozpowszechniają postkomunistyczną wersję najnowszej historii Polski. To nie niedoskonała ustawa, a zła wola takich jak Kieres, bierność takich jak Krupski, oportunizm takich jak Kulesza, lakiernictwo takich jak Friszke czy serwilizm takich jak Eisler są głównymi przyczynami wykorzystywania IPN do obrony układu postkomunistycznego.
Skandalem jest fakt, że kolejny raz w szkodzeniu IPN ponurą rolę odgrywa nowy marszałek Senatu Bogdan Borusewicz. Pięć lat temu jego kandydatura służyła blokowaniu uruchomienia pracy IPN, co doprowadziło w końcu do wyboru geremkoida Kieresa. W tym roku też kandydował w złej wierze, a po rezygnacji skupił się na opóźnianiu powołania Kurtyki na prezesa IPN. Według słów Lecha Kaczyńskiego, to właśnie Borusewicz odpowiedzialny jest za rozpowszechnianie kłamstw i głupstw o rzekomych wadach tej kandydatury. Po wizycie Lecha Kaczyńskiego w Krakowie i zapewnieniach otrzymanych od tak wiarygodnych ludzi, jak Andrzej Nowak, że Kurtyka jest kandydaturą uczciwą i merytoryczną, PiS, nie chcąc tracić wiarygodności, powinien niezwłocznie doprowadzić do przełomu.
- Chyba także dlatego, by nie dać przesłanek do mówienia o odstępstwach od programu wyborczego?
- Krupski jest wielką nadzieją całej koalicji antylustracyjnej na utrzymanie w IPN dominacji geremkoidów, dlatego obecna pozycja PiS zaskakuje. Tygodnik “Wprost” nr 1200 w tekście Roberta Mazurka pisze o teczkozie, której mają ulegać liderzy PiS: Władza daje politykom teczki i odbiera rozum - do takich wniosków można dojść, obserwując, jak kolejna ekipa robi wszystko, by nie zrobić nic w sprawie ujawnienia akt bezpieki.
- Takiego obrotu rzeczy można się obawiać również dlatego, że to przecież z winy PiS nadal Instytutem kieruje Kieres, który wykorzystał sytuację np. do urzędowego poświadczenia nieprawdy przez przyznanie statusu pokrzywdzonego byłemu TW “Bolek”. Po niepodjęciu dochodzenia przeciw Wałęsie w sprawie kryminalnej metody odzyskiwania akt “Bolka” z teczki udostępnionej mu przez UOP po 4 czerwca 1992 r., po wyznaczeniu do śledztwa w sprawie rzekomego fałszowania akt “Bolka” dyspozycyjnego prokuratora Macieja Schulza, który w 1993 r. był zaangażowany w tzw. sprawę uranową, czyli przechwycenie mikrofilmów dokumentujących agenturalność Wałęsy, po zaniechaniu oskarżenia go o kłamstwo w oświadczeniu złożonym w IPN, gdzie zaprzeczył, że był tajnym współpracownikiem SB, przyznanie statusu jest kolejnym bezczelnym sprzeniewierzeniem się przez IPN własnemu statutowi, prawdzie historycznej i odpowiedzialności wobec pamięci narodowej.
- Co powinien zrobić PiS, by odsunąć od siebie te zarzuty?
- Protest przeciw dalszemu tolerowaniu tej sytuacji i planowaniu utrwalenia jej przez głosowanie przeciw kandydaturze Kurtyki jest szczególnym zadaniem posłanek i posłów Prawa i Sprawiedliwości jako partii, która w niedawnej kampanii wyborczej głosiła wolę dokonania przełomu w walce z postkomunizmem i kłamstwem w życiu publicznym i dlatego otrzymała od Polaków masowe poparcie.
Polska opinia publiczna niecierpliwie wyczekuje na obiecane przez PiS uzdrawianie państwa. Dokonanie szybkiej zmiany kierownictwa IPN jest wypełnieniem jednego z najbardziej oczywistych zobowiązań wyborczych. Prawo i Sprawiedliwość nie może stanąć w jednym szeregu z SLD dla przedłużania ochrony Jaruzelskiego, Kiszczaka i ich agentury.
- Dziękuję za rozmowę.

Ostatnia aktualizacja: poniedziałek, 17 marca 2008 21:06

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.