Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Pismo pozwanego z dnia 5 marca 2007 r.

Na wstępie trzeba wskazać, że przedmiotowe postępowanie toczy się ponownie w pierwszej instancji, a Sąd Okręgowy związany jest wskazówkami zawartymi w wyroku Sądu Apelacyjnego. Dlatego też nie może po raz wtóry orzekać w oparciu o argumenty, które już raz zostały zakwestionowane przez Sąd II instancji. A tego właśnie wydaje się domagać powód.

Sopot, dnia 5 marca 2007 roku

Sąd Okręgowy w Gdańsku
Wydział I Cywilny
ul. Nowe Ogrody 30
80-803 Gdańsk

Powód:
Lech Wałęsa
repr. przez adw. Ewelinę Wolańską

Pozwany:
Krzysztof Wyszkowski

Sygn. akt I C 1323/06

PISMO PROCESOWE POZWANEGO

Działając w imieniu własnym, w odpowiedzi na pismo procesowe strony powodowej z dnia 29 stycznia 2007 roku, pragnę oświadczyć, co następuje.

Na wstępie trzeba wskazać, że przedmiotowe postępowanie toczy się ponownie w pierwszej instancji, a Sąd Okręgowy związany jest wskazówkami zawartymi w wyroku Sądu Apelacyjnego. Dlatego też nie może po raz wtóry orzekać w oparciu o argumenty, które już raz zostały zakwestionowane przez Sąd II instancji. A tego właśnie wydaje się domagać powód.

Oto bowiem już na rozprawie w dniu 8 stycznia 2007 roku strona powodowa stwierdziła, że „wnioski dowodowe pozwanego zmierzają w istocie do przedłużania niniejszego postępowania” oraz że „w niniejszym procesie opierać należy na orzeczeniu Sądu Lustracyjnego i zaświadczeniu IPN”. Argumenty te powód powtarza następnie w piśmie procesowym z dnia 29 stycznia 2007 roku.

Tymczasem przecież właśnie zbieżne z wyżej opisanym – co do zasady – stanowisko Sądu I instancji, stało się przyczyną uchylenia wyroku przez Sąd Apelacyjny. Przypomnieć należy, iż Sąd II instancji stwierdził między innymi ja poniżej:

„W pierwszej kolejności trzeba przypomnieć, że art. 365 k.p.c., do którego odwoływał się sąd okręgowy uzasadniając swój pogląd o wiążącej mocy wyroku sądu lustracyjnego wydanego w stosunku do powoda, reguluje kwestię związania sądu wydanym orzeczeniem w innej sprawie, gdy tym orzeczeniem jest orzeczenie sądu cywilnego.
Wspomniany wyrok sądu lustracyjnego z 11 sierpnia 2000 r. wiązałby więc sąd cywilny orzekający w sprawie ochrony dóbr osobistych Lecha Wałęsy, gdyby był to wyrok sądu cywilnego. Poza tym to związanie zamykałoby się w granicach wyznaczonych przez art. 365 § 1 k.p.c., a więc sąd byłby związany faktem jego wydania, nie zaś motywami i przesłankami, na jakich oparto to rozstrzygnięcie.
Ustawa z dnia 11 kwietnia 1997 r. o ujawnieniu pracy lub służby w organach bezpieczeństwa państwa lub współpracy z nimi w latach 1944-1990 osób pełniących funkcje publiczne, zwana ustawą lustracyjną, regulując w rozdziale IV postępowanie lustracyjne, stanowi w art. 19, że w tym postępowaniu, także odwoławczym oraz kasacyjnym, w zakresie nieuregulowanym przepisami ustawy stosuje się odpowiednio przepisy Kodeksu postępowania karnego, a do osoby poddanej postępowaniu lustracyjnemu, mają zastosowanie przepisy dotyczące oskarżonego w postępowaniu karnym (art. 20 ustawy). Zgodnie zaś z jej art. 22 do orzeczenia wydanego przez sąd lustracyjny stosuje się odpowiednio przepisy dotyczące wyroku.
Widać więc, że orzeczenie lustracyjne nie jest tym, o którym mówi przywołany przez sąd okręgowy art. 365 k.p.c. Zatem tego przepisu nie można stosować do orzeczeń w sprawach lustracyjnych, gdyż te niewątpliwie nie są orzeczeniami wydanymi w sprawach cywilnych, o czym przekonuje konieczność odpowiedniego stosowania przepisów kodeksu postępowania karnego do wydania wyroku przez sąd lustracyjny, przeprowadzenia postępowania przed tym sądem i ustalenia statusu osoby lustrowanej. Wyroki wydane przez sąd lustracyjny, przy odpowiednim stosowaniu do nich przepisów kodeksu postępowania karnego, można przyrównać do dwóch kategorii wyroków zapadających w sprawach karnych, a mianowicie do wyroków skazujących i wyroków uniewinniających. Wyrok uwalniający osobę lustrowaną od zarzutu bycia kłamcą lustracyjnym jest zbliżony do wyroku karnego uniewinniającego, zaś wyrok uznający osobę lustrowaną za kłamcę lustracyjnego podobny jest do wyroku karnego skazującego.
Dlatego ewentualny wpływ rozstrzygnięcia, jakie zapadło w sprawie lustracyjnej na toczące się postępowanie cywilne, wyznacza nie art. 365 k.p.c., jak błędnie założył sąd okręgowy, tylko art. 11 k.p.c. Zatem jedynie drugi z wspomnianych wyroków sądu lustracyjnego, a więc wyrok orzekający o złożeniu fałszywego oświadczenia lustracyjnego, czyli uznający za kłamcę lustracyjnego, wiązałby sąd cywilny. Jest tak ponieważ jest on bliski wyrokowi karnemu skazującemu, a tylko taki wyrok wiąże sąd cywilny jeśli chodzi o fakt popełnienia przestępstwa. Zatem jedynie taki wyrok przesadzałby w wiążący dla sądu cywilnego sposób, że osoba lustrowana złożyła nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne.
Skoro sąd lustracyjny w wyroku z 11 sierpnia 2000 r. stwierdził, że oświadczenie złożone przez powoda o braku współpracy z organami bezpieczeństwa państwa, jest prawdziwe, owego związania sądu cywilnego rozpoznającego sprawę o ochronę dóbr osobistych wyrokiem w sprawie lustracyjnej nie ma.
Droga do czynienia ustaleń procesowych przydatnych dla rozstrzygnięcia była więc otwarta i sąd okręgowy powinien był umożliwić stronom, zwłaszcza pozwanemu, dowodzenie swoich racji. Przyjmując jednak błędne założenie, iż jest związany wspomnianym wyrokiem sądu lustracyjnego, ograniczył prawo pozwanego do prowadzenia postępowania dowodowego, które miało go uwolnić od odpowiedzialności za naruszenie dóbr osobistych powoda.”

Jak wynika zatem z powyższego oraz z literalnego brzmienia przywołanych przepisów Kodeksu postępowania cywilnego, Sąd nie jest w przedmiotowej sprawie związany orzeczeniem Sądu Lustracyjnego, gdyż było to orzeczenie wydane w postępowaniu quasi-karnym. Powód całkowicie niezasadnie twierdzi więc, iż orzeczenie to wino stanowić podstawę rozstrzygnięcia w niniejszej sprawie.

Nie może być oczywiście także mowy powadze rzeczy osądzonej w zakresie ustalenia co do faktu współpracy powoda ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. Sąd nie jest bowiem związany zarówno ustaleniami faktycznymi poczynionymi w innej sprawie, jak i poglądami prawnymi wyrażonymi w uzasadnieniu zapadłego w niej wyroku (por. wyrok SN z dnia 13 stycznia 2000 roku, II CKN 655/98). Ponadto wyrok prawomocny jest objęty powagą rzeczy osądzonej – w stosunku do toczącego się w innej sprawie postępowania – tylko wtedy, gdy w obu sprawach są te same strony i ten sam, w związku z podstawą sporu, przedmiot rozstrzygnięcia (por. postanowienie SN z dnia 22 września 1977 roku, III CRN 218/77).

W świetle powyższego oczywistym jest, że wypowiedź pozwanego o agenturalnej przeszłości powoda winna zostać w przedmiotowym procesie poddana wszechstronnej weryfikacji pod kątem jej prawdziwości – za pomocą wszelkich prawnie dopuszczalnych środków dowodowych, w tym przesłuchań świadków w toku rozprawy.

Powód domaga się oddalenia wniosków dowodowych pozwanego również z uwagi na fakt, iż „osoby, które miały jakąkolwiek wiedzę na temat ewentualnej współpracy powoda ze Służbą Bezpieczeństwa mogły zająć stanowisko w postępowaniu przed Sądem Lustracyjnym”. Jest to teza zgoła absurdalna. Oto bowiem powód próbuje dowieść istnienia sui generis prekluzji dowodowej w postępowaniu lustracyjnym, mającej dodatkowo procesowe znaczenie dla innych, wszczętych później postępowań. Zdaniem powoda nie można przesłuchać w przedmiotowej sprawie świadków, którzy nie zostali przesłuchani przed Sądem Apelacyjnym w Warszawie, albowiem jeżeli ktoś wiedział cokolwiek o przeszłości Lecha Wałęsy, to powinien zgłosić się na przesłuchanie do Sądu Lustracyjnego w 2000 roku. Jest to w rzeczy samej zadziwiająca konstrukcja prawna, swoista prekluzja erga omnes (bo przecież znajdująca zastosowanie nie tylko do stron procesu lustracyjnego, ale również do stron sprawy niniejszej oraz do samych potencjalnych świadków czyli de facto do wszystkich).

Dla kwestii należytej oceny wagi orzeczenia lustracyjnego w przedmiotowym procesie niebagatelne znaczenie ma również fakt, iż w postępowaniu lustracyjnym Sąd nie miał możliwości przeprowadzenia wszystkich niezbędnych dowodów oraz działał w bardzo restrykcyjnie określonych ramach czasowych (swoisty tryb wyborczy wobec kandydatów na Prezydenta RP). Wynika to explicite z uzasadnienia wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 11 sierpnia 2000 roku:
„Po pierwsze ustawa lustracyjna dla postępowania wobec kandydatów na urząd Prezydenta RP nie przewiduje - jak w przypadku innych osób podlegających lustracji - swoistego „postępowania przygotowawczego” prowadzonego przez Rzecznika Interesu Publicznego, który po zgromadzeniu dowodów składa, wniosek o wszczęcie przez Sąd Apelacyjny postępowania, jeśli uznaje, że wskazują one na możliwość złożenia niezgodnego z prawdą oświadczenia lustracyjnego (art.18 a ust. l ustawy). W tzw. trybie „prezydenckim” Sąd sam gromadzi dowody z pominięciem Rzecznika, otrzymując je od wskazanych w ustawie organów (art.31 ustawy). Sprawia to, że postępowanie wobec kandydatów na urząd prezydenta RP może - jak w sprawie Lecha Wałęsy - ulegać przedłużeniu, gdy stosowne urzędy dysponują dużą ilością, często rozproszonych i różnej wartości materiałów archiwalnych. Stąd przy uwzględnieniu oczywistej w tej sytuacji inicjatywy dowodowej stron i obowiązku poszukiwania przez Sąd dowodów z urzędu ( art. 9 § 1 kpk). Zmiana art. 26 ustawy lustracyjnej dokonana przez znowelizowaną ustawę o wyborze Prezydenta (Dz.U.43 p.488 z 25 V 2000 r.) zakreślająca Sądowi Apelacyjnemu 21-dniowy termin na wydanie orzeczenia w I instancji (po otrzymaniu od Państwowej Komisji Wyborczej oświadczenia lustracyjnego kandydata), podczas gdy poprzednio orzeczenie należało wydać nie później niż 21 dni przed dniem wyborów, wydaje się co najmniej nie przemyślana, a zachowanie owego terminu instrukcyjnego często nierealne.
Po drugie zaś przepis art.31 ustawy lustracyjnej tak w ust. l jak i 3 przewiduje udostępnienie sądowi przez Ministrów, Szefa UOP-u oraz instytucje i organy państwowe materiałów operacyjnych, archiwalnych i innych dokumentów oraz materiałów o ile - w ich ocenie - są one niezbędne do przeprowadzenia dowodów, bądź mogą mieć istotne znaczenie dowodowe.
Taka konstrukcja ustawy sprawia, że Sąd Apelacyjny może otrzymać materiały już wyselekcjonowane i niepełne.”

Jak widać zatem postępowanie lustracyjne siłą rzeczy było ograniczone, a co za tym idzie orzeczenie wydane w takim postępowaniu nie mogło opierać się na całości możliwego do zgromadzenia materiału dowodowego. Przeprowadzenie niczym nie skrępowanej procedury dowodowej możliwe jest dopiero w niniejszym procesie.

Zupełnie nieuzasadnione jest również twierdzenie pozwanego jakoby fakt przesłuchania przez Sąd Lustracyjny świadków Antoniego Macierewicza i Piotra Naimskiego powodował niedopuszczalność ich przesłuchania w przedmiotowej sprawie. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że pozwany nie był stroną procesu lustracyjnego Lecha Wałęsy i nie miał tym samym możliwości zadawania pytań ani tym ani żadnym innym świadkom. Ponadto od czasu tych przesłuchań minęło już 7 lat, a zatem wiedza tych i innych osób mogła ulec znacznemu poszerzeniu.

Zawarty w piśmie procesowym powoda z dnia 29 stycznia 2007 roku passus o zdumieniu z powodu złożenia wniosku dowodowego o przesłuchanie w charakterze świadków Lecha Kaczyńskiego i Aleksandra Kwaśniewskiego należy pozostawić bez komentarza, gdyż urąga on zasadom kontradyktoryjności i równości stron w procesie cywilnym.

Kończąc wątek znaczenia wyroku Sądu Lustracyjnego dla przedmiotowej sprawy, trzeba wskazać na jeszcze jeden bardzo istotny aspekt. Otóż wbrew powszechnemu przekonaniu Sąd Lustracyjny nie orzekał o czyjejś niewątpliwej „niewinności”, tj. braku faktu współpracy w organami bezpieczeństwa komunistycznego państwa. W przełożeniu na język procedury karnej orzeczenie stwierdzające zgodność z prawdą złożonego oświadczenia lustracyjnego można tłumaczyć w następujący sposób: „nie da się wykluczyć, iż dana osoba złożyła zgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne”. Pamiętać bowiem należy o mających zastosowanie w postępowaniu lustracyjnym naczelnych zasadach procesu karnego – domniemaniu niewinności i rozstrzyganiu wszelkich nie dających się usunąć wątpliwości na korzyść oskarżonego (tu: osoby lustrowanej).

Co się zaś tyczy rzekomego związania Sądu orzekającego w przedmiotowej sprawie zaświadczeniem z Instytutu Pamięci Narodowej o statusie pokrzywdzonego, to jest to teza równie absurdalna co wyżej skomentowana teoria o „prekluzji”. Przede wszystkim według utrwalonego w orzecznictwie poglądu decyzja administracyjna ani orzeczenie administracyjne nie stanowi prawomocnego osądzenia sprawy w rozumieniu art. 366 Kodeksu postępowania cywilnego i nie korzysta na równi z wyrokiem z powagi rzeczy osądzonej (por. postanowienie SN z dnia 20 października 1997 roku, II CKN 566/96). Tym bardziej stanu rei iudicatae nie tworzy żadne zaświadczenie wydane przez organ administracji publicznej.

Ponadto pamiętać trzeba, iż tzw. status pokrzywdzonego nadawano osobie, która spełniała przesłanki zawarte w definicji pokrzywdzonego umieszczonej w art. 6 ustawy o IPN w brzmieniu sprzed nowelizacji. A zatem pokrzywdzonym była również osoba, która współpracowała z organami represji PRL, o ile następnie współpracę tę zerwała i stała się obiektem rozpracowywania przez takie organy. Praktyczny aspekt tej definicji obrazowała bardzo często powtarzana w środkach masowego przekazu wypowiedź Janusza Kurtyki, który stwierdził, iż gdyby Wojciech Jaruzelski złożył wniosek o nadanie statusu pokrzywdzonego to IPN nie miałby wyjścia i musiałby taki status nadać, wobec spełnienia warunków z art. 6 ustawy.

Co ciekawe powód wymienia w sowim piśmie procesowym z dnia 29 stycznia 2007 roku kilka osób, których przesłuchania żąda pozwany, a którzy rzekomo wyrazili swoje poglądy na temat przeszłości Lecha Wałęsy w zaświadczeniu o statusie pokrzywdzonego z dnia 16 listopada 2005 roku. Bardzo śmiała to teza, albowiem osoby te nie figurują na tym dokumencie, nie wiadomo zatem skąd powód wie, że wyrażone są tam ich poglądy (o ile w ogóle w urzędowym dokumencie organu administracji publicznej można wyrażać jakikolwiek prywatne poglądy).

Poza tym Sąd w postępowaniu cywilnym nie może uznać, iż dana okoliczność jest udowodniona i zaniechać przesłuchania danej osoby w charakterze świadka tylko dlatego, że jest ona podpisana na jakimś dokumencie.

Mając powyższe na uwadze podtrzymuję w całej rozciągłości dotychczasowe stanowisko i wnioski dowodowe strony pozwanej w przedmiotowej sprawie.

Załącznik:
odpis pisma.

 

Ostatnia aktualizacja: środa, 26 listopada 2008 09:39

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.