Narzędzia
Szukaj
Rejestracja Loguj

Krzysztof Wyszkowski

Przyznali się

Walka, którą Platforma podjęła w celu niedopuszczenia do powołania minimalnie choćby obiektywnej komisji śledczej w sprawie afery hazardowej, jest sama w sobie dowodem, że w aferze tej nie chodzi tylko o ratowanie głów jej kierownictwa, ale o życiowy interes całej partii.

Bezpośrednio po wybuchu afery można było wyobrażać sobie, że w Platformie jest grupa nie uwikłana w działania sprzeczne z zasadami. Można było mieć złudzenia, że na przykład tzw. konserwatyści nie poddadzą się bezwolnie "Donkowi", "Grzesiowi", "Zbychowi" czy "Miro" i będą dążyli do ujawnienia prawdy. Wydawało się, że pobudzi ich do działania choćby pragmatyczny interes wzmocnienia własnej pozycji wobec dominującej roli aferałów. Okazało się, że żadnych konserwatystów, a tym bardziej moralistów w Platformie nie ma. Jarosław Gowin, człowiek, jak to się mówi "osobiście uczciwy", okazał się samotny i bezradny jak palec w platformerskim zakutym bucie.

Bezczelność PO w sparaliżowaniu możliwości śledczych Komisji, nie oglądająca się nawet na pozory przyzwoitości, powinna być traktowana przez opinię publiczną jako publiczne przyznanie się do bycia już nie partią polityczną, a cyniczną grupą interesu, dla której największym niebezpieczeństwem jest ujawnienie metod jej działania. Gdyby powstała normalna komisja śledcza, to w trakcie jej pracy poszczególni politycy Platformy mogliby twierdzić, że nie mają związków z Rychem i Zbychem. Absolutna dyscyplina, jakiej poddali się wszyscy działacze PO blokując możliwość ujawnienia prawdy przez komisję śledczą, bardziej dobitnie niż cokolwiek innego dowodzi, że gangrena nie dotyczy tylko "Donka" i jego kumpli, czy nawet ogółu aferałów, ale jest chorobą całej partii.

Przebieg posiedzenia komisji sejmowych i następnie uchwalenie przez koalicję PO-PSL takiego kształtu komisji śledczej, który czyni z niej zespół ds. załgania rzeczywistości, dla każdego nieuprzedzonego obserwatora musi być nieomylnym znakiem, że widać platformersi nie mogli postąpić inaczej. Kompromitując się w sposób tak jawny dowiedli, że nie mają innego wyjścia poza zastosowaniem metody zawodowych kryminalistów - „pójścia w zaparte". Fakt, że uznali, iż nie mogą pozwolić na ujawnienie tajnych zaangażowań  swych liderów wynika ze strachu przed przeprowadzeniem na oczach opinii publicznej dowodu, że cała partia jest instytucją bezprawia.

To dlatego już teraz dowiedli, że Platforma i jej afery to nie tylko „Donek", „Miro" czy „Zbycho", ale tak samo odwracać kota ogonem potrafią postacie -widma z drugiego i trzeciego szeregu partii. W czym gorszy od Zbigniewa Chlebowskiego jest Mirosław Sekuła? W niczym - ta sama służalczość wobec szefów, taki sam stosunek do faktów, nawet ten sam wyraz twarzy- maski. Sekuła jest nawet lepszy, bo nigdy się nie poci. Nawet wtedy, gdy wprost do kamery kompromituje się swymi piramidalnymi głupstwami. Tacy ludzie to prawdziwe „jądro ciemności" Platformy, bo dowiedli, że PO opanowana przez matołów i gamoni jest partią silniejszą niż ta z „Hamletami" w rodzaju Płażyńskiego, czy „Narcyzami" w rodzaju Rokity. Dowiedli, że „Zbycho" nie był w Platformie krętaczem szczególnego rodzaju, bez którego machina partyjna przestanie umieć mielić rzeczywistość w propagandę, a prawdę przerabiać na kłamstwo. Tak, ci ludzie dowodnie zasłużyli na prawo do zbiorowego noszenia imienia swojego byłego szefa. Cały drugi i trzeci szereg Platformy ma prawo czuć się „Zbychami", bo potrafią działać jak „Zbycho", kłamać jak „Zbycho" i jak „Zbycho" służyć „Donkowi".

Czy dzięki tej kadrze „Zbychów" Prezes Rady Lobbistów może czuć się całkowicie bezpieczny? Jest tu pewien szkopuł. Oto PSL twierdzi, że w umowie koalicyjnej nie ma mowy o aferach i dopuszcza, że Tusk może trafić do więzienia. A może tylko udaje, że dopuszcza, bo tak naprawdę, to nie dopuszcza, a tylko lobbuje? A może udaje, że lobbuje, a tak naprawdę dopuszcza? W każdym razie „Donek", mimo żelaznych gwardzistów w rodzaju Sekuły, będzie teraz długo tańczył na rozżarzonych węglach.

Paradoks sytuacji polega na tym, że czym mocniej „Zbychy" będą na aferę hazardową dmuchać, tym bardziej zamiast ją zadusić, będą ją rozżarzać. Żywcem przypiekany przeciekowy premier będzie udawał, że mu całkiem chłodno, ale jeżeli publiczność odmówi oklaskiwania tej rynsztokowej tragikomedii, to „Donek" po prostu da dyla ze sceny zanim z dymem pójdzie cały teatr.

Dodajkomentarz

Upewnij się czy wypełniłeś pola oznaczone gwiazdką (*).
Można stosować podstawowe znaczniki HTML.