| FAŁSZ NA KUL-U |
|
Karola Świerczewskiego, Władysława Gomułkę, Edwarda Gierka i Wiktora Juszczenkę łączy to, że ich legendy są nieprawdziwe. Na szczęście istnieją inne autorytety moralne.
Na przełomie kwietnia i maja 1945 r., w chwili, gdy świat już świętował zwycięstwo nad faszyzmem, rozegrała się jedna z najtragiczniejszych i najkrwawszych bitew polskiego oręża. Chodzi o operację pod Budziszynem na Łużycach, w której wzięła udział 2. Armia Wojska Polskiego, dowodzona przez gen. Karola Świerczewskiego. Choć Polak z pochodzenia, był on oddany nie sprawie swojego narodu, lecz obłąkanej ideologii.
W 1920 r. walczył po stronie Armii Czerwonej, zabijając, jak sam się chwalił, niejednego "białego" Polaka. W latach trzydziestych walczył z kolei w Hiszpanii, gdzie zasłynął z okrutnych czystek. Nie cofał się też przed rozstrzeliwaniem jeńców. W 1941 r. dowodził jedną z dywizji radzieckich, którą w wyniku swoich błędnych decyzji, podejmowanych w upojeniu alkoholowym, doprowadził do zagłady. Późniejsza propaganda mówiła o nim jako o "człowieku, który się kulom nie kłaniał". ![]() Kul rzeczywiście się nie bał, ale wynikało to nie z jego bohaterstwa, lecz z tego, że ustawicznie pijany, po prostu nie dbał o życie swoje i podwładnych. W 1944 r. powierzono mu dowództwo wspomnianej 2. Armii, która w dużej mierze składała się z poborowych werbowanych na Kresach Wschodnich. Główną bolączką był w tym wojsku brak oficerów. Jedni bowiem zostali zamordowani w Katyniu, inni wyszli z armią gen. Andersa. Przydzielano więc radzieckich oficerów, których nazywano "popami". Ich nazwa była skrótem ironicznego określenia "pełniący obowiązki Polaka". W ciągu zaledwie kilku dni zginęło, zaginęło lub zostało rannych prawie 19 tys. żołnierzy, czyli kilkakrotnie więcej niż w czasie zaciętej bitwy pod Monte Cassino. Polacy i Rosjanie stracili także 1000 czołgów i pojazdów (przeciwnik tylko około 100). Za dopuszczenie do masakry dowódca armii nie został pociągnięty do żadnej odpowiedzialności. Zginął dwa lata później w niejasnych okolicznościach. Wiele wskazuje na to, że został zamordowany przez swoich podwładnych. W czasach PRL uczyniono z niego fałszywego bohatera. Jednak i w wolnej Polsce jego imię wciąż noszą ulice w różnych miastach. Co za wstyd dla ich samorządów! Okropny wstyd! Nawiasem mówiąc, do dziś np. w Ostrzeszowie znajduje się ulica - uwaga! - Władysława Gomułki, a w Sosnowcu rondo Edwarda Gierka. Pierwszy z tych komunistycznych aparatczyków zasłynął walką z Kościołem katolickim oraz antysemicką nagonką. Aż dziw bierze, że organizacje żydowskie nie protestują przeciwko obraniu takiego patrona. Zasługą drugiego były z kolei tzw. ścieżki zdrowia, stosowane wobec robotników Radomia i Ursusa, a także miliardowe długi, które muszą spłacać kolejne pokolenia. Gazeta Polska • niezależna.pl |

