|
Trudno o dobry humor przy końcu dwudziestolecia, które dało Polsce formalną demokrację i gospodarkę rynkową, ale nie przyniosło przełamania mentalności społecznej rodem z PRL.
Wszystko się zmieniło – mamy wolne wybory i jeździmy po Europie bez paszportów, ale nadal życie publiczne wypełnia nastrój pochodzący z czasów, które odeszły. Gdy dwadzieścia lat temu w Pałacu Namiestnikowskim zawiązywał się spisek komunistów i ich rejestrowanych i nierejestrowanych agentów, by podzielić się władzą, nie wierzyłem w jego powodzenie. Byłem pewien, że opinia publiczna dostrzeże zdradę i odrzuci moskiewski przeszczep. I nawet, o mało co, tak by się stało. Wybory z 4 czerwca były gestem woli zerwania z sowietyzmem, odrzucenia kłamstwa, żądaniem otworzenia okien i wpuszczenia świeżego powietrza. Ale przy oknach stali strażnicy z „drużyny Lecha” i pilnowali, żeby nie doszło do zabójczego dla nich przeciągu, żeby zatrzymać jak najwięcej posowieckiego zaduchu, żeby zbytnia wolność nie zawróciła ludziom w głowach i nie odesłali „kontraktu” razem z jego sygnatariuszami tam, skąd go przysłano – za Bug. To właśnie „drużyna Lecha” wraz z tysiącami wyhodowanych przez PRL oportunistów zapewniła transformację jawnego sowietyzmu w posowiecką mutację PRL-bis. Oczywiście, nie daliby sobie rady bez wsparcia tysiący tajnych współpracowników „ludzi honoru” z SB i WSW. Ważnym składnikiem tej trującej atmosfery była agentura kościelna, która może nie decydowała o biegu wydarzeń, ale spętała Kościół wewnętrznie i doprowadziła do tego, że milczał o przyczynach trwania zniewolenia. Te wielkie gęby krzyczące „Precz z jaskiniowym antykomunizmem, tolerancja dla inaczej myślących, walka z nacjonalizmem i antysemityzmem, nie przyspieszać polskich reform w trosce o szanse demokracji w Związku Radzieckim, uzdrowić RWPG, nie spieszyć się do NATO” są winne trwania Polski w beznadziei, a polskości w pogardzie. To oni są winni temu, że dla zdobycia i utrzymania władzy zapewnili komunistycznym zdrajcom i zbrodniarzom bezkarność i współrządzenie, a nomenklaturze prawo do zrabowania majątku narodowego. Ta wyselekcjonowana przez Kiszczaka „elita Solidarności”, ci przywódcy „konstruktywnej opozycji”, „nasi bohaterowie”, „ludzie, którym zawdzięczamy wolność”, wtłaczali do życia publicznego gaz ogłupiający za pomocą propagandy rozpowszechnianej przez zdominowaną przez agentów prasę, radio i telewizję, a przy każdym ruchu ozdrowieńczym, np. powstaniu rządu Jana Olszewskiego, trąbili na alarm i ogłaszali wojnę z rzekomymi cechami patriotów: „nienawiścią, psuciem państwa, nietolerancją, upadkiem gospodarki, zagrożeniem bezpieczeństwa obywateli”. Po 1989 r. zadziwiały mnie dwa fenomeny. Jeden, to obrzydliwy oportunizm motłochu, kiedyś „załatwiającego” sobie kariery za pomocą ZMS, PZPR, SB, ORMO i wszystkich innych agentur sowietyzmu, a obecnie wysługujących się koalicji od Jaruzelskiego i Kiszczaka do Wałęsy i Tuska, a także tej od Minca i Bermana do Michnika i Urbana. Drugi, to przeniesienie do III RP mentalności układu i korupcji. O ile oportunizm był przewidywalny, o tyle skala rozpowszechniania się złodziejstwa wśród elit solidarnościowych budzi zdumienie. Tam, gdzie nie mogła sobie poradzić SB z WSW, tam łatwy sukces odniosła złodziejska prywatyzacja, syndykowanie, „kręcenie lodów” i „wybieranie konfitur”. Okazało się, że heroldzi rewolucji byli odporni na wszystko, poza sowieckim trądem – korupcją. Ale po zarażeniu korupcją zapadali już łatwo na wszystkie inne choroby władzy. Zaiste, trzeba przyznać, że ta metoda odniosła wiele sukcesów. Ale Jaruzelski z Wałęsą, Kiszczak z Mazowieckim i Kwaśniewski z Michnikiem nie są wieczni. Te dwadzieścia lat, były jednak czasem, w którym rodzili się i dorastali nowi Polacy. Współczesna młodzież ma wielką szansę. Wychowana w gospodarce rynkowej i w poszanowaniu prawa własności może nie poddać się chorobie wyniszczającej ich rodziców. Jeżeli podejmie walkę o ograniczenie korupcji, wówczas zmieni się wszystko i Polska odzyska szansę na rozwój. Gdy idolem przestanie być Owsiak, a wzorem stanie się Kamiński jako lider antykorupcyjnej krucjaty, wówczas straci swą atrakcyjność partia, której ideologią i praktyką jest złodziejstwo. Pojawienie się pomiędzy Odrą, Bugiem, Bałtykiem i Tatrami takiej grupy społecznej, która odrzuci „branie”, „kombinowanie” i „załatwianie”, będzie oznaczało koniec polskiego samoupokarzania, społecznej niemocy, paraliżu i odrętwienia. Będzie oznaczało pojawienie się woli naprawy i odzyskanie godności. Polska młodzież zmieni i uratuje Polskę.
|