Korupcja czyli zdrada

W warunkach polskich wszelka przestępczość zorganizowana, a już najbardziej korupcja wśród elit władzy, musi być uznawana za podstawowe i największe zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, poza wybuchem wojny.

Media poinformowały, że w Poznaniu jakiś kierowca dał łapówkę strażnikowi miejskiemu, żeby uniknąć mandatu. Wszyscy zgodzili się, że jest to oczywista korupcja, a policja dokonała stosownych aresztowań. Media poinformowały też, że istnieje uzasadnione podejrzenie, że ministrowie rządu Rzeczypospolitej weszli w porozumienie z przestępcami na rzecz przeforsowania ustawy, która da biznesowi hazardowemu wielkie zyski, a przysporzy wielkich szkód budżetowi państwa. Podano też informację, że istnieje podejrzenie, iż premier rządu Rzeczypospolitej przekazał tym ministrom ostrzeżenie, że na ich tropie znajdują się nieprzekupni funkcjonariusze  Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Okazało się, że w  tej sprawie jest zupełnie inaczej, niż w przypadku poznańskich strażników. Tu nie ma korupcji, bo premier ogłosił się niewinną ofiarą podstępnych policjantów, a minister sprawiedliwości zapewnił, że wszyscy jego koledzy są absolutnie niewinni.

A przecież powinno być zupełnie inaczej. Korupcja „mandatowa" jest tylko drobnym przestępstwem, nie wartym uwagi mediów, gdy korupcja rządowa jest zbrodnią, która winna znaleźć się w centrum uwagi całego spo0łeczeństwa i zasługującą na szczególnie surową karę. Korupcja ludzi władzy, członków rządu, parlamentarzystów, szefów partii politycznych, jest bardzo groźna dla społeczeństwa i państwa nie tylko dlatego, że naraża nas na wielkie straty finansowe i powoduje psucie prawa, jego niespójność i sprzeczność, co ma wielorakie niszczące konsekwencje dla jakości życia i kultury prawnej. Korupcja ludzi władzy jest zagrożeniem największym dlatego, że  wzmacnia mafię, jako raka zżerającego najwrażliwszą tkankę państwową. ten rak,  to tworzenie się w strukturach państwa zdradzieckiej  V kolumny, opanowanej i dysponowanej zza granicy.

W warunkach polskich wszelka przestępczość zorganizowana, a już najbardziej korupcja wśród elit władzy, musi być uznawana za podstawowe i największe zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa, poza wybuchem wojny. Jest tak dlatego, że polska przestępczość zorganizowana wywodzi się z komunistycznych służb specjalnych, będących lokalnym oddziałem służb sowieckich, a następnie rosyjskich. Korupcja tego rodzaju, nawet wówczas, gdy bezpośrednio służy całkiem innym  interesom, to musi być traktowana równie poważnie, ponieważ może być budowana i ukrywana „pod obcą flagą", a poza wszystkim urzędnicy i politycy sprzedajni stają się niewolnikami całego światowego rynku służb specjalnych., co w polskich warunkach oznacza dominację służb rosyjskich.

Szef szefów pokonał policję

Urzędnicy Ministerstwa Skarbu nazywają premiera Tuska „szefem szefów'. To język mafii. Czy ten język nie opiera się na prawdzie? Żeby tak stwierdzić, trzeba by zaprzeczyć, że funkcjonariusze państwowi  nazywani przez przestępców „Zbychem", „Mirem" czy „Grzesiem", nie byli znajomymi tych przestępców, nie odwiedzali się i nie podejmowali wobec siebie żadnych zobowiązań. Jeżeli ci ludzie się znali, pomagali sobie nawzajem i wspólnie realizowali działania ustawodawcze, to byłby to właśnie klasyczny przypadek mafijności.

Tam gdzie istnieje uzasadnione podejrzenie, że wysoki urzędnik państwowy, parlamentarzysta  czy polityk jest uwikłany w korupcję, tam jego wina nie może być mierzona zwykłymi przepisami. Oczywistością jest, że  inna jest odpowiedzialność za złamanie prawa w przypadku  zwykłego człowieka, a inna w przyapadku funkcjonariusza wymiaru sprawiedliwości. Jeszcze większa róznica dzieli korupcję „codzienną" od korupcji politycznej, rządowej i parlamentarnej. Na szczytach władzy korupcja musi być traktowana równoważnie do największych zbrodni, takich jak szpiegostwo,  czyli jako zdrada